czwartek, 11 września 2014

Zapraszam do Krakowa!

Wraz z Wydawnictwem M mamy przyjemność zaprosić Was na dwa spotkania autorskie. 

Pierwsze odbędzie się 14 września o godzinie 13.00 w kinie ARS. Będzie to krakowska premiera książki ,,Jego oczami" wzbogacona o spotkanie z Szymonem J. Wróblem i Markiem Barańskim. ,,Jego oczami" opowiada o ks. Józefie Tischnerze, którego życiorys poznajemy z perspektywy jego brata Kazimierza. Do książki dołączona została płyta z filmem dokumentalnym nakręconym przez panów, których będziecie mogli spotkać w najbliższą sobotę w Krakowie. 


16 września w Klubie Dziennikarzy pod Gruszą odbędzie się spotkanie autorskie z Krzysztofem Ziemcem, dziennikarzem i autorem dwóch książek. 

Ja niestety nie pojawię się na żadnym z tych spotkań, ponieważ mieszkam dość daleko od Krakowa. Ale Wy, Krakusy albo mieszkańcy pobliskich małopolskich miejscowości, macie okazję w nich uczestniczyć. Skusicie się?

wtorek, 9 września 2014

Niebo i piekło kobiet [Alice Munro ,,Księżyce Jowisza"]


Alice Munro to zdobyczni Literackiej Nagrody Nobla z roku 2013. Komisja przyznająca wyróżnienie uhonorowała autorkę mianem „mistrzyni opowiadania”. Mam wielki szacunek i jeszcze większe oczekiwania odnośnie do wszelkich mistrzów, więc po twórczość tej pisarki sięgnęłam z dość dużą dozą rezerwy, ale i z dobrymi przeczuciami co do literackiej wartości jej tekstów. Na początek naszej wspólnej przygody wybrałam jeden z pierwszych tomów opowiadań Munro - „Księżyce Jowisza”. Zbiór wydano w 1982 roku, w Polsce ukazał się on dopiero w maju zeszłego roku.

Alice Munro,
Księżyce Jowisza,
Wydawnictwo Literackie,
Kraków 2014,
stron 380.
Książki tej pisarki wydaje w Polsce Wydawnictwo Literackie. Ich obwoluty cechują się charakterystyczną, typowo kobiecą oprawą graficzną. Okładka „Księżyców Jowisza” moim zdaniem jest najbardziej udaną z całej serii. Subtelna, zachwycająca doborem kolorów i grą światem kompozycja została zainspirowana opowiadaniami Munro i wiernie oddaje ich specyficzny klimat.

Nie bez powodu już na samym początku recenzji wspominam o okładce tego tomu. Jego zawartość została bowiem doskonale przez nią zapowiedziana. Na „Księżyce Jowisza” składa się jedenaście niezwiązanych ze sobą fabularnie opowiadań. Ich jedyną wspólną cechą jest pochwała prostoty i prozaiczności. Żaden z bohaterów (a właściwie bohaterek, przeważnie są to właśnie bohaterki) nie jest w żaden sposób wyjątkowy i nie wyróżnia się z wszechogarniającej go szarzyzny. Na pochwałę zasługuje pomysłowość Munro. Pisarka w cudowny sposób potrafi opisać zarówno rzeczywistość pracowników fizycznych zajmujących się patroszeniem indyków, jak i parę staruszek, które przyjaźnią się ze sobą od osiemdziesięciu lat czy sześć ciotek, które łączy wspólna siostrzenica, a różni właściwie wszystko.

Niewątpliwe Alice Munro jest utalentowaną pisarką. Niektóre jej opowiadania są świetne, inne dość przeciętne, złych nie uraczyłam. Największą wadą jej pisarstwa jest przesadna subtelność oraz próba jednoczesnej pochwały i mitologizacji szarej rzeczywistości. Chwilami nie mogłam oderwać się od lektury, a czasami nie potrafiłam zrozumieć, jak długo jeszcze autorka będzie rozwodzić się nad jedną kwestią zamiast kazać swoim bohaterom wziąć sprawy w swoje ręce i działać. Bardzo ważnym, o ile nie najważniejszym elementem opowiadań w tym tomie jest rozpamiętywanie i analizowanie przeszłości. W kilku opowiadaniach teraźniejszość sprowadza się jedynie do snucia wspomnień, a cała akcja rozgrywa się właśnie w przeszłości.

Paradoksalnie za najbardziej interesującą część tej książki uważam wstęp do niej. Podziwiam pisarzy, którzy potrafią pisać o swojej twórczości — moim zdaniem jest to szalenie trudne, tymczasem Alice Munro swoje ,,Księżyce Jowisza" rozpoczyna tak:
„Bardzo mi trudno mówić o tym, co napisałam, i wracać do tego - nie mówiąc o czytaniu - gdy jest już opublikowane, zamknięte w tomie. Dlaczego? Po części przez zwyczajne wątpliwości. Może dałoby się to zrobić lepiej, znaleźć sposób, by użyte słowa lepiej wykonały swoje zadanie? To oczywiście próżne myśli - słowa istnieją już w ustalonej kolejności na zimnej stronie. Ale jest jeszcze inny powód. Każde opowiadanie to swego rodzaju przedłużenie mojej osoby, coś, co stanowiło część mnie, rozwijało się we mnie, a teraz jest odcięte, jest wystawiane na widok publiczny i skazane na samotność.”
To słowa nie tylko wyrażają pogląd pisarki na trudności związane ze zwieńczeniem procesu twórczego, ale świadczą też o niezwykłej lekkości jej stylu. Na tyle okładki tego wydania widnieje napis „Niebo i piekło kobiet w opowiadaniach Alice Munro” — właśnie kobiet jest w tym tomie za dużo, przez co opowiadania są monotematycznie i stosunkowo schematyczne. Alice Munro w „Księżycach Jowisza” stara się opisać szeroko rozumianą codzienność z perspektywy inteligentnych, wnikliwych obserwatorów codzienności. Jej bohaterowie żyją, czują i rozmyślają, za to nie lubią działać. Ich specyfika połączona z wysublimowanym językiem pisarki kusi miłośników literatury subtelnej, niedookreślonej; innych może zrazić — co kto lubi.

To wszystko na dziś, dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam,
Franca

*Munro Alice, Księżyce Jowisza, Kraków 2014, s. 7.
[Recenzja edytowana]

wtorek, 2 września 2014

Podsumowanie sierpnia

Pod względem blogowo-czytelniczym sierpień był w moim przypadku bardzo dziwnym miesiącem. W ciągu ostatniego miesiąca opublikowałam na Strofkach osiem postów, wśród których znalazły się:

Nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdyby nie to, że wszystkie te książki, oprócz ostatniej, przeczytałam w lipcu, a te przeczytane w sierpniu dopiero czekają na swoją recenzję. Nie licząc ,,Księgi relikwii", lista przeczytanych przeze mnie w ostatnim miesiącu książek prezentuje się tak:

Alice Munro ,,Księżyce Jowisza",
Jo Nesbo ,,Czerwone gardło",
Ryszard Kapuściński ,,Rwący nurt historii".

Mizernie, prawda? Cztery przeczytane książki to naprawdę marny wynik. I nie chodzi mi  o prowadzenie jakichś wydumanych statystyk, ale o ambicje mola książkowego z krwi i kości. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dzięki swojemu sierpniowemu roztrzepaniu, we wrześniu będę miała okazję przeczytać jeszcze więcej, z pewnością fenomenalnych, książek niż planowałam. Super! 
Uwielbiam sytuację, gdy na półce mam tak dużo świetnych książek, że nie wiem, którą mam przeczytać jako pierwszą. Chyba będę musiała zrobić wyliczankę :)

Tymczasem trzymajmy kciuki, by tegoroczna jesień, notabene moja ulubiona pora roku, wyglądała... 
tak,
                                   
a nie tak.
To wszystko na dziś, dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam,
Franca 

sobota, 30 sierpnia 2014

Kult relikwii, czyli czemu zawdzięczamy pielgrzymki? [Andrzej Datko ,,Księga relikwii"]

W zeszłym roku, za sprawą zajęć z historii literatury staropolskiej, odkryłam na nowo średniowiecze. Zawsze uważałam tę epokę za czas panowania w Europie głupców i barbarzyńców. Na szczęście, w końcu zrozumiałam, jak barwny był to okres. Od tej pory staram się dowiedzieć na jego temat jak najwięcej. Badanie średniowiecza w olbrzymim stopniu wiąże się z badaniem dziejów Kościoła, a dzieje Kościoła nierozerwalnie związane są ze świętymi różnych wyznań oraz z ich ciałami, które z czasem zyskiwały szlachetne miano relikwii. Właśnie z tego powodu, odkrywania kultury i mentalności religijnej ludzi średniowiecza oraz późniejszych epok, zdecydowałam się przeczytać ,,Księgę relikwii", dzieło autorstwa Andrzeja Datki. 

Przyznaję, że nie wiedziałam, czego dokładnie mogę spodziewać się po tej książce. Oczywiście, jej tytuł sugerował dość oczywistą treść, ale nie było jasne, na którym konkretnie aspekcie istnienia relikwii skupił się autor. Na  życiorysach świętych, na pozostałościach ich ciał (to nieco makabryczne, ale szalenie interesujące), procesach kanonizacyjnych? Jak się okazało, na wszystkim po trochu. 

Dwunastostronicowy wstęp do ,,Księgi relikwii" nie jest standardowym wstępem, który zazwyczaj  jest najmniej interesującą częścią każdej książki. W tym wypadku, już na samym początku autor prezentuje czytelnikowi to, co w przypadku zajmowania się relikwiami jest najciekawsze i najważniejsze: czym jest relikwia, co to słowo oznacza, czym jest pomnażanie relikwii i w jaki sposób narodził się kult ciał świętych.  Datko w sprytny sposób zawarł wszystkie te informacje na zaledwie kilkunastu stronach i to w taki sposób, że nie odczuwa się, że cokolwiek zostało pominięte. 

Kolejny rozdział, ,,Świeci i ich relikwie", jest najważniejszym i najobszerniejszym elementem tej książki. Rozpoczyna się on krótkim podrozdziałem, ,,Kanonizacje i beatyfikacje w rozwoju dziejowym", który opisuje historyczny rozwój procedury wspomnianych procesów. Dalsza część tego rozdziału to już opisy wybranych świętych, na który składają się fragmenty ich biografii, losy ich szczątków, miejsca kultu oraz miejsca w Polsce, w których znajdują się ich relikwie. Proporcje pomiędzy długością tych elementów nie są równe. Czasami biografia danego świętego zajmuje kilka stron, a czasami kilka linijek. Jest to wymuszone przede wszystkim dostępnością informacji o życiu i działalności konkretnej osoby. 

Cały czas w swojej recenzji pisałam o rozdziałach ,,Księgi relikwii", które opisywały pierwszorzędne relikwie in corpore, do których zaliczają się partytury ciała zmarłego świętego lub całe jego ciało. Ostatni rozdział tej książki dotyczy relikwii drugorzędnych, czyli przedmiotów, które były własnością świętego lub bezpośrednio się z nim stykały. O nich traktuje ostatni rozdział recenzowanej książki, znajdziemy w nim opisy dziejów pozostałości Świętego Krzyża, całunu turyńskiego, świętej włóczni itp. Jak i w poprzednim wypadku, tak i w tym długość kolejnych podrozdziałów różni się między sobą o co najmniej kilka stron.

Nie mogę napisać zbyt wiele o stylu pisania Andrzeja Datki. Jest on nastawiony na przekaz precyzyjnych informacji, bez zbędnych ozdobników i chwytów stylistycznych. Datko nie pojawia się w swojej książce i nie daje odczuć, że stara się przekazać jakiś światopogląd (choć naturalnie da się odczuć, że jest on chrześcijaninem). Wielką zaletą jego książki jest na pewno jej oprawa graficzna (zarówno wywnętrz, jak i na zewnątrz). Za nią brawa należą się Mariuszowi Dyduchowi. Gdy pierwszy raz zobaczyłam grzbiet tej książki, od razu wyobraziłam sobie gabinet prawnika-snoba, który na półkach ma poukładane według odpowiedniego klucza encyklopedie, słowniki, czy takie właśnie cudeńka wydawnicze. Lektura ,,Księgi relikwii" jest naprawdę przyjemna, jej autor nie wymaga od swojego czytelnika żadnej wiedzy, nie próbuje jej też w niego wmusić, po prostu przekazuje mu określone informacje. Nie polecę jej jednak komuś, kto nie interesuje się relikwiami, historią Kościoła oraz postaciami najbardziej znanych świętych. Myślę, że takie osoby znudziłyby się tą książką mniej więcej w połowie potężnego drugiego rozdziału. Ze swojej strony przyznam, że od dawna szukałam takiej pozycji i cieszę się, że w końcu taką znalazłam.

To wszystko na dziś, dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam,
Franca

Powyższa recenzja bierze udział w wyzwaniach: Polacy nie gęsi i Nie tylko literatura piękna.

Egzemplarz tej książki otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa M. 

środa, 27 sierpnia 2014

Z serii: ,,Po co mi pieniądze, skoro mogę mieć książki?"

Zdradzę Wam, jakie jest moje ulubione miejsce w Warszawie. Jest to budynek, w którym znajdują się: biblioteka uniwersytecka (ponad trzy miliony woluminów), skład tanich książek i antykwariat. Ostatnio wybrałam się tam z moim bratem, jak zwykle, po dosłownie kilka książek. Wróciliśmy... z trzynastoma nowymi tomiszczami. Domownicy przywitali nas wymownym opuszczeniem ramion. Tak, wiem, że mam sporo książek, ale czy zabrania mi to kupowania kolejnych?

Na zdjęciu poniżej znajdują się nasze zdobycze. Ja okupowałam regały z klasyką literatury powszechnej, a mój brat z fantastyką. Efekt jest taki, że oboje kupiliśmy książki, które prędzej czy później zainteresują i drugą stronę. 

               

1. Stanisław Lem ,,Bajki robotów" - większość moli książkowych zetknęła się z tą lekturą w szkole. Ja nie, dlatego postanowiłam nadrobić teraz tę czytelniczą zaległość. 
2. Wolter ,,Zair" - kupiłam to dzieło w oryginalnej wersji językowej, ponieważ chcę je przetłumaczyć. Tłumaczenie to moim zdaniem najlepszy sposób nauki języka obcego. 
3. Neil Gaiman ,,Amerykańscy bogowie" - twórczość Gaimana znam tylko z jej dziecięcej strony, czas na prozę skierowaną do dorosłych. 
4. Charlotte Brontë ,,Dziwne losy Jane Eyre" - to jest książka (w wypadku tego wydania dwutomowa), z którą już od dawna chciałam się zapoznać, więc nie mogłam przejść obok niej obojętnie. 
5. Horace Walpole ,,Zamczysko w Otranto" - jest to pierwsza angielska powieść grozy, wykopałam ją z najgłębszych czeluści półki z książkami fantastycznymi.
6. Arthur C. Clarke ,,Odyseja kosmiczna" (wszystkie tomy) - zdobycz mojego brata, z której oboje jesteśmy bardzo zadowoleni. 
7. Brian Lumley ,,Dom Cthulhu" - kot w worku, nie wiemy, czego możemy się po nim spodziewać. 
8. Isaac Bashevis Singer ,,Miłość i wygnanie" - autobiografia pisarza, laureata literackiej Nagrody Nobla, który urodził się w tej samej miejscowości, co ja. Nie ukrywam, że miało to wielki wpływ na to, że sięgnęłam w przeszłości i sięgam teraz po jego utwory.
9. George Bernard Shaw ,,Pigmalion" - kolejny noblista. Już od dawna nie przeczytałam żadnego dramatu, więc przedstawiciel tego gatunku w dodatku autorstwa kogoś takiego jak Shaw, musiał zwrócić moją uwagę.
10. J.R.R. Tolkien ,,Opowieści z Niebezpiecznego Królestwa" - klasyka literatury fantastycznej. Zdobycz mojego brata, oczywiście. 
11. Charles Dickens ,,Notatki z podróży do Ameryki" - XIX-wieczna książka podróżnicza autorstwa mistrza prozy społeczno-obyczajowej.
12. Stuart Kelly ,,Księga ksiąg utraconych" - możemy w niej przeczytać o zaginionych lub zniszczonych tekstach, które miały szansę zaliczyć się do klasyki literatury. 
13. Arthur Conan Doyle ,,Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa" - obiecany (i niestety trochę spóźniony) prezent urodzinowy dla mojego brata. 

W ,,Notatkach z podróży po Ameryce" znalazłam takie oto cuda:

Niespodzianki w książkach - urok zakupów w antykwariacie.

Przyznaję się, że nawet ja (czytaj: bibliofil-zbieracz) myślałam, że te zakupy wystarczą nam na dość długo. Całe szczęście, że się myliłam. Kilka dni później wybraliśmy się do Łodzi, do Muzeum Kinematografii i na krótki spacer po ulicy Piotrkowskiej. Podczas niego natrafiliśmy na antykwariat, potem sprawy potoczyły się same...

                                      

1. Stefan Żeromski ,,Wierna rzeka" - pierwszy raz usłyszałam o tej powieści, podczas pierwszego etapu mojego zainteresowania powstaniem styczniowym, jednak dopiero teraz będę miała okazję po ,,Wierną rzekę". 
2. Joseph Bédier ,,Dzieje Tristana i Izoldy" - polskie tłumaczenia rekonstrukcji legendy o Tristanie i Izoldzie spisanej w 1900 roku przez Bédiera.
3. Jan Parandowski ,,Dysk olimpijski" - kupiłam tę książkę ze względu na nazwisko jej autora, którego szanuję za jego dorobek naukowy i popularyzację mitologii greckiej i rzymskiej w Polsce.
4. Roman Bratny ,,Racja wilków" - kolejny kot w worku. Mam nadzieje, że nie zawiodę się na opowiadaniach pisarza takiej klasy jak Bratny. 
5. Kornel Makuszyński ,,Bezgrzeszne lata" - opowieść o młodzieńczych latach Makuszyńskiego spędzonych we Lwowie. 
6. Daniel Defoe ,,Przypadki Robinsona Kruzoe" - klasyka, która zainspirowała dziesiątki pisarzy do pisania swoich robinsonad. 
7. Józef Ignacy Kraszewski ,,Królewscy synowie" - tą powieścią chcę rozpocząć moją przygodę z książkami Kraszewskiego. Akcja ,,Królewskich synów" rozgrywa się w czasach Władysława Hermana i dotyczy jednego z najbardziej fascynujących konfliktów w polskiej historii. 
8. Aleksander Dumas ,,Trzej muszkieterowie" - książka, która na stałe zadomowiła się w naszej kulturze, także popkulturze. Wstyd jej nie znać. 

Większość powyższych książek kupiłam za dwa złote, jedną nawet za 50 groszy. Najdroższą książką są ,,Trzej muszkieterowie". Za zniszczone wydanie z 1955 roku zapłaciłam dwanaście złotych. Bliscy dziwili się, że kupiłam rozpadającą się książkę, ale dla mnie stan danego egzemplarza nie przesądza o jego wartości. Ten, który kupiłam, przekonał mnie rewelacyjnymi ilustracjami oraz rokiem wydania.
 Kocham antykwaryczne książki!

Wszystkie nasze zbiory prezentują się tak:


Przyznam nieszczerze, że sama sobie zazdroszczę :)

To wszystko na dziś, dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam,
Franca