Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura erotyczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura erotyczna. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 sierpnia 2013

Perwersja i wyuzdanie


Stało się. Nastała moda na erotyki w różnorakim stylu. Jedne lepsze, drugie (czasami znacznie) gorsze, inne z kolei całkiem przeciętne. Poprzednie dwa zdania to cały wstęp do dzisiejszej recenzji bowiem więcej nie jest potrzebne. Książki, które dla Was dzisiaj recenzuję to powieści, które zawierają w sobie dużą dozę erotyki, ale zdecydowanie (na plus) odstają poziomem od sztandaru gatunku czyli trylogii E.L.James. ,,Pochwała macochy" to zawadiacki tekst laureata Literackiej Nagrody Nobla - Mario Vargasa Llosy. Don Rigoberto to ekscentryczny miłośnik sztuki i agent ubezpieczeniowy. Jego żona, Lukrecja to pełna niewymuszonego seksapilu kobieta, macocha Fonsita, syna don Rigoberta z poprzedniego związku. Rodzina wydaje się wieść naprawdę szczęśliwe życie. Każdy jej członek ma swoje fanaberie (głównie seksualne), ale do pewnego momentu wszystko jest w porządku. Tym przełomowym momentem stało się niezdrowe zainteresowanie Fonsita swą macochą. Czy Lukrecja oprze się rozkosznemu pasierbowi?


Perwersja wypływająca z każdej strony tej książki, niestety, w żaden sposób na mnie nie podziałała. W połowie powieści zaczęła mnie wręcz drażnić. Być może wpływ na to miała ostatnio przeczytana przez mnie książka (,,Kruchy lód" Wojtachy), w której uderzyły mnie dojrzałe opisy wojny oraz tragedia niewinnych ludzi. W ,,Pochwale macochy" cały jeden rozdział poświęcony jest... sraniu. Zawiodłam się na tej publikacji Llosy, choć nie jest to tak zła pozycja, na jaką wskazuje moje recenzja. Mnie akurat ,,nie podeszła".


Kolejną książkę Mario Vargasa Llosy ,,Zeszyty don Rigoberta" udało mi się zdobyć podczas wymiany na IV Warszawskich Targach Książki (z tego też powodu postaram się zdobyć ,,Pochwałę macochy"). Cóż, Lukrecja i don Rigoberto rozstali, a Fonsito postanowił zrobić wszystko, by byli małżonkowie wrócili do siebie. Kontynuacja ,,Pochwały..." jest o wiele lepsza, dojrzalsza od od swojej poprzedniczki (wydania obu książek dzieli 8 lat). Niemalże cała jej fabuła składa się z wydumanych fantazji seksualnych bohaterów, ale opisanych bardziej... smacznie. Świetny język autora nadał książce oryginalność i niebanalność, a zafascynowanie Fonsita Egonem Shiele z części powieści robi prawdziwy wykład na temat sztuki inspirowanej secesją. Z pewnością nie jest to moje ostatnie spotkanie z prozą Llosy.


Polecam Wam czytać te dwie książki w odpowiedniej kolejności. Wiele fabularnych zawiłości staje się dzięki temu jaśniejszymi. Przez ,,Pochwałę macochy" przebrniecie, a potem będzie już tylko lepiej.

To wszystko na dziś, dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam,
Franca

Recenzja bierze udział w wyzwaniach: Z literą w tleLiteracka Ameryka Południowa oraz Czytam książki wydane przed 1990 rokiem (,,Pochwała macochy" - 1988 rok).

poniedziałek, 18 marca 2013

Niegrzeczne fantazje E.L.James

Niewinna, nierozgarnięta ONA, przystojny, tajemniczy, a przy okazji bajecznie bogaty ON. ONA jest niczym niewyróżniającą się studentką, ON w wieku dwudziestu kilku lat dorobił się fortuny. ONA, dziewczyna jakich wiele, ON, elektryzujący mężczyzna o niebanalnej przeszłości. W większości książek skończyłoby się to pospolitym romansem. Jednak dzięki chwytliwemu tytułowi, interesującej okładce i zachęcających opiniach miała nadzieję, że w tej jednej jedynej skończy się to inaczej. Cóż, pomyliłam się.

,,Pięćdziesiąt twarzy Greya" E.L. James reklamowane było jako ,,hipnotyczna, uzależniająca, iskrząca seksem i erotyką powieść, której nie sposób odłożyć.". Ja walczyłam ze sobą, żeby nie odłożyć tej książki po pierwszym rozdziale.         
                                                          Słówko o fabule.
Amanda Steele jest studentką filologii angielskiej i mieszka ze swoją charyzmatyczną, udzielającą się społecznie przyjaciółką, Kate. Pewnego dnia,  Ana zostaje poproszona przez współlokatorkę o przeprowadzenie wywiadu z Christianem Greyem, przystojnym biznesmenem, a przy okazji filantropem. Dziewczyna, nie bez oporów, zgadza się.  Wywiad idzie jej koszmarnie i Ana ma nadzieję, że już nigdy w życiu Greya nie spotka. Niestety, mężczyzna rozpoznaje ją w sklepie, w którym dziewczyna pracuje po czym zaprasza ją na herbatę. Potem akcja rozwija się bardzo szybko. Anastazja i Christian zaczynają się spotykać, a ich związek zostaje oparty na relacji ,,mistrz-uległa". Ana ma wątpliwości, czy taki układ jej pasuje, ale w końcu ulega i tak zaczyna się ta ,,hipnotyzująca" powieść.


Trudno nie zauważyć, jak banalna i nieskomplikowana jest ta historia ideału mężczyzny i szarej myszki. Jedynym jej urozmaiceniem jest zagadka pochodzenia Greya oraz jego wcześniejszych doświadczeń z kobietami, zarówno ,,uległymi", jak i jedną, mającą na niego olbrzymi wpływ, dominą. Gdyby autorka zdecydowała się rozbudować ten wątek być może wyszedł by jej całkiem ciekawy thriller psychologiczny. Niestety, pani James wolała skupić się na zabawach pejczem i podwiązywaniu.

Kolejnym, poza niezbyt ciekawą fabułą, minusem tej książki jest jej język. Spotkałam się już z głosami, że jest to raczej ,,zasługa" tłumacza, Moniki Wiśniewskiej niźli samej autorki. Niestety, mój angielski nie jest na tyle dobry, żebym mogła to ocenić. Tak, czy inaczej fakt, że w momentach, gdy z ust Any mogło wyrwać się jakieś siarczyste przekleństwo ta wzywała świętego Barnabę był co najmniej hmm... dziwny. Podobnie pojawiająca się co kilka linijek tańcząca, śpiewająca i fikająca koziołki ,,wewnętrzna bogini" bohaterki była naprawdę męcząca, a już na pewno nie wprowadzała pomiędzy Aną, a Christianem jakiegokolwiek napięcia seksualnego. 

Kończąc już, chciałabym tylko napisać, że fakt pojawiania się tego typu zagranicznych książek na polskich listach bestsellerów świadczy o tym, że powinniśmy raczej znów zacząć doceniać naszą rodzimą literaturę. Pamiętajcie, że Polacy nie gęsi...:).

To wszystko na dziś, dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam,
Franca