Poul Auster to jeden z najgłośniejszych ostatnimi czasy pisarzy. Czytałam mnóstwo pozytywnych recenzji jego książek, oraz kilka artykułów o nim samym. Dzięki temu, pełna nadziei na świetną lekturę zdecydowałam się przeczytać ,,Sunset Park", który od kilku miesięcy zalegał na mojej półce.
Fabuła książki tyczy się aktualnych trendów społecznych. Bohaterowie tej książki, Milles, Big, Ellen i Alice to squatersi, czyli ludzie z różnych powodów nielegalnie zajmujący opuszczone budynki. Byłam ciekawa, jak Auster poradzi sobie z opisem ich środowiska. Tymczasem żadnego opisu się nie doczekałam.
Milles Haller to dobrowolny syn marnotrawny. Opuścił swoją rodzinę po tym jak w nieszczęśliwym wypadku zginął jego przyrodni brat, Bobby. Milles z różnych powodów czuł się winny jego śmierci, więc postanowił bez słowa opuścić bliskich, porzucić studia i wyjechać w nieznane. Po kilkuletnim przerzucaniu się z miejsca na miejsce postanawia zatrzymać się na Florydzie, gdzie zakochuje się w nieletniej Pilar. Niestety, chłopak musi chwilowo porzucić ukochaną i wrócić do Nowego Jorku, gdzie zatrzymuje się u swojego przyjaciela ze studiów, Biga Nathana, właśnie squatersa. Milles znajduje u niego pracę, a następnie zapisuje się na studia. Niestety, urzędnicy w końcu zaczynają dopominać się o zajmowaną nieruchomość.
Jakimś cudem udało mi się sklecić ten opis fabuły. Mam wrażenie, że autor albo nie miał pomysłu na tę książkę, albo miał ich za wiele. Akcja książki prowadzona jest z perspektywy kilku bohaterów, ale mam wrażenie, że większość ich relacji jest całkowicie zbędna. Auster starał się nadać każdemu z bohaterów ich indywidualny charakter, ale absolutnie mu się to nie udało. Nie uwierzyłam w ani jedno jego słowo. Opętana obsesją ludzkiego ciała Ellen jest dla mnie zwykłą miernotą ze sztucznymi problemami, choć jej postać zapowiadała się naprawdę ciekawie. Alice martwi się swoimi zbędnymi kilogramami, ma piękny uśmiech i pisze pracę doktorską. I co z tego? Ta bohaterka moim zdaniem nie wniosła do fabuły absolutnie nic. Mogłabym dłużej wymieniać, ale mam już dosyć. Mogłabym się ,,przyczepić" do każdego bohatera tej książki na czele z Millesem, nieprzeniknionym Millesem, w którym podkochują się wszyscy mieszkańcu opuszczonego domu w Sunset Park.
Kilkadziesiąt stron przed zakończeniem tej książki jej akcja zaczęła się rozwijać i stawała coraz bardziej jednolita. Niestety, sama jej końcówka rozczarowała mnie jeszcze bardziej niż sztuczni bohaterowie.
Środowisko squatersów wydaje mi się świetnym tematem na reportaż lub tematem na powieść ,,o czymś". Niestety, całą fabułę tej książki jednym słowem nazwałabym - jeden wielki zmyślony problem.
Ogromne rozczarowanie.
To wszystko na dziś, dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam,
Franca
Recenzja bierze udział w wyzwaniu Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (2,3 cm).