Mowa o Odrodzonej autorstwa Tucker Malarkey. Szczerze mówiąc, mając na uwadze okładkę tej książki, myślałam, że jest to typowy romans. Rzeczywiście, jest to romans, choć z nutką tajemnicy
i piramidami w tle.
Lata czterdzieste XX wieku dobiegają końca. Gemma Bastian, londyńska pielęgniarka, otrzymuje telegram z informacją, że jej ojciec, przebywający dotąd w Egipcie archeolog, zmarł na zawał serca. Gemma wyrusza więc do kraju faraonów, by pochować ojca. Zatrzymuje się w Kairze, u przyjaciela ojca, gdzie poznaje Michaela, oszpeconego kuternogę - bohatera wojennego, oraz jego brata Anthony'ego. Bracia ewidentnie za sobą nie przepadają, jedynym co ich łączy jest brak przyjacielskich stosunków z ich ojcem oraz zauroczenie Gemmą. Spokój rodziny Lazarów burzy to samo, co nie daje spać śmietance światowych egiptologów, antykwariuszy i miłośników szeroko rozumianych staroci. Zaginione ewangelie Gromu, Filipa, Tosza i Marii Magdaleny. Każdy chce je mieć, za każdą cenę. Okazało się, że śmierć Charles'a Bastiana również miała z nimi wiele wspólnego - ile - tego postanawia dowiedzieć się Gemma.
Fabuła tej książki jest całkiem ciekawa, zwłaszcza że część opisywanych w niej wydarzeń jest oparta na faktach. Wyraźnie widać w niej inspirację twórczością Dana Browna z tym, że w jego książkach tajemnica i towarzysząca jej zbrodnia jest na pierwszym miejscu. W Odrodzonej, zwłaszcza na początku, najważniejsze są naiwne przemyślenia Gemmy dotyczące rodziny Lazarów oraz jej skomplikowane relacje z Michaelem i Anthony'm. Ewangelie wydają się być tylko tłem napędzającym działania bohaterki, która waha się między przystojnym morfinistą i zamkniętym w sobie archeologiem. Akcja prowadzona jest nieco zbyt szybko, kilka wątków pojawiło się i natychmiast znikło. Również część (tylko część) dialogów jest odrealniona i przeintelektualizowana. Autorka na siłę stara się podkreślić inteligencję i spryt Gemmy, co irytuje czytelnika.
Dziewczyna z rozwianymi włosami i koszulce z cienkimi ramiączkami wpatrująca się w nie wiadomo co raczej nie budzi naszych skojarzeń z zaginionymi ewangeliami, mroczną tajemnicą Kościoła i niebezpiecznym śledztwem. Wydaje mi się, że przez nie najbardziej fortunną okładkę autorce nie udało się dotrzeć do tej grupy docelowej, do której by sobie życzyła. Oczywiście nie jest to jej winą, tym razem zawaliło wydawnictwo. Natknęłam się na inną okładkę tej książki, którą możecie zauważyć obok. Moim zdaniem ta jest o wiele lepsza i nie wprowadza potencjalnych czytelników w błąd.
Czas na plusy tej książki, których trochę udało mi się zauważyć. Przede wszystkim, Odrodzona została napisana w taki sposób, że historia Gemmy powinna przypaść do gustu zarówno miłośnikom starożytnych tajemnic, jak i wielbicielom niebanalnych powieści obyczajowych. Pod koniec powieści, niemogłam się od niej oderwać (choć samo zakończenie nieco mnie rozczarowało), zainteresowałam się również motywem wojny pojawiającej się co i rusz, zwłaszcza w wspomnieniach Gemmy i Michaela, którego postać jest wyjątkowo mocnym punktem książki. Młody as lotnictwa po wielu wojennych sukcesach pada ofiarą ostrzału i wraz ze swoim samolotem spada na ziemię. Udaje mu się przeżyć, choć jego blizny oraz proteza nogi nie pozwalają mu zapomnieć o tym, co wydarzyło się w powietrzu oraz na jednym z francuskich pól. Michael nie potrafi uporać się z demonami wojny i nikt nie potrafi mu pomóc.
Polecam tę książką osobom, które pomimo braku wolnego czasu pragną przeczytać powieść, która pobudzi ich ciekawość oraz pozwoli się zrelaksować. Odrodzoną czyta się błyskawicznie. Kto zabił? Kto ukrył? Kto przechował? Kto przeżyje? Kogo wybierze Gemma? Jeśli jesteście zainteresowani odpowiedziami na te pytania, zachęcam Was do lektury tej książki.
To wszystko na dziś, dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam,
Franca
Recenzja bierze udział w wyzwaniach: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu i Jasna strona mocy.