Masala to inaczej mieszanka. Mieszanka przypraw, emocji, charakterów - wszystkiego. To, że Max Cegielski zatytułował w ten sposób swoją pierwszą książkę nie jest przypadkiem. Pełno w niej wszystkiego. Jednak, jak to w Indiach, najwięcej jest ludzi.
W 1999 roku Max wraz ze swoją dziewczyną, Zosią wylatują do Indii. Wierzą, że przeżyją tam niezwykłe przygody, odkryją inny rodzaj duchowości, a przede wszystkim uda im się odnaleźć ich samych. Nie będzie to łatwe z kilku powodów. Po pierwsze, Max dopiero co wrócił z odwyku. Po drugie, Zośka jakiś czas temu go zdradziła ponieważ chciała poczuć się niezależna. Nie jest między nimi najlepiej. Indie mają to zmienić.
Indie przyciągają uduchowionych. Tych, którym zbrzydł zachodni konsumpcjonizm i wyścig szczurów. Czy odnajdują oni wewnętrzny spokój? Tak, pod warunkiem, że są beznadziejnymi obserwatorami, lub zostali już nieodwołalnie zaślepieni utartymi w popkulturze mitami.
W Azji tłum turystów chce dodać szczyptę oświecenia do swojego wygodnego zachodniego życia. Nirwana to kolejna przyprawa przywożona z Indii.
W Masali pełno jest wątków autobiograficznych, na co wskazuje już imię głównego bohatera. Z pełną odpowiedzialnością można stwierdzić, że jest to książka opisująca podróż w głąb lądu oraz w głąb siebie. Śmiem jednak twierdzić, że przede wszystkim jest to książka podróżnicza. Jej wielbiciele śmiało mogą wziąć ją w podróż do Indii i podróżować śladami Maxa. Kolejni bohaterowie pojawiający się na kartach tej książki są typami ludzi, których możemy spotkać wędrując po nieznanym. Indie cały czas są na pierwszym planie, Zośka przestała mnie interesować po dwudziestu pierwszych stronach lektury, główny bohater jest całkiem wiarygodny, choć chwilami nieco irytujący. Pozostali bohaterowie, nawet epizodyczni, również są dokładnie zarysowani. Podsumowując, nie zdziwiłabym się gdyby ktoś próbował zaliczyć tę książkę do literatury faktu.
Po raz kolejny w tym miesiącu udało mi się zdobyć i przeczytać książkę, którą średnio wyrobiony czytelnik jest w stanie połknąć w dzień, góra dwa. Nie zmęczycie się przy tej książce. Masala nie wymaga zbyt wiele, za to dużo daje w zamian. Polecam.
To wszystko na dziś, dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam,
Franca
Recenzja bierze udział w wyzwaniach: Polacy nie gęsi, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu i Jasna strona mocy.
W Masali pełno jest wątków autobiograficznych, na co wskazuje już imię głównego bohatera. Z pełną odpowiedzialnością można stwierdzić, że jest to książka opisująca podróż w głąb lądu oraz w głąb siebie. Śmiem jednak twierdzić, że przede wszystkim jest to książka podróżnicza. Jej wielbiciele śmiało mogą wziąć ją w podróż do Indii i podróżować śladami Maxa. Kolejni bohaterowie pojawiający się na kartach tej książki są typami ludzi, których możemy spotkać wędrując po nieznanym. Indie cały czas są na pierwszym planie, Zośka przestała mnie interesować po dwudziestu pierwszych stronach lektury, główny bohater jest całkiem wiarygodny, choć chwilami nieco irytujący. Pozostali bohaterowie, nawet epizodyczni, również są dokładnie zarysowani. Podsumowując, nie zdziwiłabym się gdyby ktoś próbował zaliczyć tę książkę do literatury faktu.
Po raz kolejny w tym miesiącu udało mi się zdobyć i przeczytać książkę, którą średnio wyrobiony czytelnik jest w stanie połknąć w dzień, góra dwa. Nie zmęczycie się przy tej książce. Masala nie wymaga zbyt wiele, za to dużo daje w zamian. Polecam.
To wszystko na dziś, dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam,
Franca
Recenzja bierze udział w wyzwaniach: Polacy nie gęsi, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu i Jasna strona mocy.
