Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura Ameryki Południowej. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura Ameryki Południowej. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 września 2013

,,W nocy, kiedy zostawiłam go samego, nie był już kimś z tego świata"

,,Miłość w czasach zarazy" to jedna z najbardziej znanych książek Gabriela Garcii Marqueza, a zarazem jedna z najpiękniej zatytułowanych powieści wszech czasów (ex aequo ze ,,Stu latami samotności" tego samego autora).  Już od dawna przymierzałam się do przeczytania tej kopalni cytatów obleczonej w fabułę, ale zawsze coś stało mi na drodze.  Ostatnio w końcu udało mi się sięgnąć po tego autora i była to jedna z najlepszych lekturowych decyzji, jakie kiedykolwiek udało mi się podjąć.


Fermina Daza odrzuca zakochanego w niej Florentina Arizę po czym wychodzi za mąż za Juvenala Urbino, cenionego w mieście lekarza. Książka liczy sobie blisko pięćset stron, na których śledzimy losy bohaterów do ostatnich ich dni. Pomimo tego, że wątek nieszczęśliwej miłości wydaje się być już wyświechtany i mało interesujący to Marquez udowadnia swojemu czytelnikowi, że jest to wierutna bzdura. Sposobem na to, by historia nieszczęśliwie zakochanego mężczyzny wydała się czytelnikowi interesująca są doskonale i przede wszystkim wiarygodnie zarysowani bohaterowie. Poznajemy ich charakter, wygląd, codzienne zwyczaje, a nawet dziwactwa. Żadna postać występująca w tej powieści nie wydała mi się przerysowana, a to się rzadko zdarza. 

Ogromnym plusem tej książki jest ukazanie innego spojrzenia na instytucję małżeństwa, tak dziś niepopularną. W ,,Miłości w czasach zarazy" perypetie bohaterów schodzą na drugi plan, najważniejsza jest właśnie miłość.

Gabriel Garcia Marquez jest mistrzem tzw. realizmu magicznego, jego styl jest bardzo liryczny, delikatny. Mam wrażenie, że gdyby ten autor miałby opisać dajmy na to kredę zrobiłby to w taki sposób, że za wszelką cenę musiałabym ją mieć.  Pomimo wyraźnej odmowy Ferminy Dazy Florentino Ariza nie przestaje wierzyć w sukces, a raczej w swoją szansę, czyli śmierć doktora Urbino, do której, od razu to zaznaczmy, nie ma zamiaru się przyczynić. To długoletnie wyczekiwanie dodatkowo dodaje tej książce magii i melancholii.

W 2007 roku nakręcono ekranizację tej powieści, w której główną rolę zagrał Javier Bardem. Niestety, nie miałam jeszcze okazji jej oglądać, ale podobno jest wyjątkowo udana.

Podsumowując tę recenzję chciałabym przytoczyć jeden z komentarzy, które możecie znaleźć na portalu lubimyczytac.pl: ,,Ta książka zachwyciła mnie niemal wszystkim, co w sobie miała, od języka zaczynając, na głębi przesłania kończąc.".

To wszystko na dziś, dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam,
Franca

Recenzja bierze udział w wyzwaniach: Literacka Ameryka Południowa i Czytam książki wydane przed 1990 rokiem.

środa, 28 sierpnia 2013

Perwersja i wyuzdanie


Stało się. Nastała moda na erotyki w różnorakim stylu. Jedne lepsze, drugie (czasami znacznie) gorsze, inne z kolei całkiem przeciętne. Poprzednie dwa zdania to cały wstęp do dzisiejszej recenzji bowiem więcej nie jest potrzebne. Książki, które dla Was dzisiaj recenzuję to powieści, które zawierają w sobie dużą dozę erotyki, ale zdecydowanie (na plus) odstają poziomem od sztandaru gatunku czyli trylogii E.L.James. ,,Pochwała macochy" to zawadiacki tekst laureata Literackiej Nagrody Nobla - Mario Vargasa Llosy. Don Rigoberto to ekscentryczny miłośnik sztuki i agent ubezpieczeniowy. Jego żona, Lukrecja to pełna niewymuszonego seksapilu kobieta, macocha Fonsita, syna don Rigoberta z poprzedniego związku. Rodzina wydaje się wieść naprawdę szczęśliwe życie. Każdy jej członek ma swoje fanaberie (głównie seksualne), ale do pewnego momentu wszystko jest w porządku. Tym przełomowym momentem stało się niezdrowe zainteresowanie Fonsita swą macochą. Czy Lukrecja oprze się rozkosznemu pasierbowi?


Perwersja wypływająca z każdej strony tej książki, niestety, w żaden sposób na mnie nie podziałała. W połowie powieści zaczęła mnie wręcz drażnić. Być może wpływ na to miała ostatnio przeczytana przez mnie książka (,,Kruchy lód" Wojtachy), w której uderzyły mnie dojrzałe opisy wojny oraz tragedia niewinnych ludzi. W ,,Pochwale macochy" cały jeden rozdział poświęcony jest... sraniu. Zawiodłam się na tej publikacji Llosy, choć nie jest to tak zła pozycja, na jaką wskazuje moje recenzja. Mnie akurat ,,nie podeszła".


Kolejną książkę Mario Vargasa Llosy ,,Zeszyty don Rigoberta" udało mi się zdobyć podczas wymiany na IV Warszawskich Targach Książki (z tego też powodu postaram się zdobyć ,,Pochwałę macochy"). Cóż, Lukrecja i don Rigoberto rozstali, a Fonsito postanowił zrobić wszystko, by byli małżonkowie wrócili do siebie. Kontynuacja ,,Pochwały..." jest o wiele lepsza, dojrzalsza od od swojej poprzedniczki (wydania obu książek dzieli 8 lat). Niemalże cała jej fabuła składa się z wydumanych fantazji seksualnych bohaterów, ale opisanych bardziej... smacznie. Świetny język autora nadał książce oryginalność i niebanalność, a zafascynowanie Fonsita Egonem Shiele z części powieści robi prawdziwy wykład na temat sztuki inspirowanej secesją. Z pewnością nie jest to moje ostatnie spotkanie z prozą Llosy.


Polecam Wam czytać te dwie książki w odpowiedniej kolejności. Wiele fabularnych zawiłości staje się dzięki temu jaśniejszymi. Przez ,,Pochwałę macochy" przebrniecie, a potem będzie już tylko lepiej.

To wszystko na dziś, dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam,
Franca

Recenzja bierze udział w wyzwaniach: Z literą w tleLiteracka Ameryka Południowa oraz Czytam książki wydane przed 1990 rokiem (,,Pochwała macochy" - 1988 rok).

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Narrator to postać utworzona ze słów

,,Listy do młodego pisarza" to książka niezwykle osobista i w dużym stopniu autobiograficzna. To
opowieść o narodzinach geniuszu. Noblista otwarcie pisze o twórczym powołaniu, które zjada go od środka
niczym ,,żarłoczny soliter"


Książka Mario Vargasa Llosy reklamowana była jako swoisty podręcznik pisania. Rzeczywiście
,,Nie jest to podręcznik sztuki literackiej - tej prawdziwi pisarze uczą się sami".
Każdy kolejny rozdział rozpoczyna się apostrofą do czytelnika (,,Drogi/Szanowny Przyjacielu"), oraz kończy zaproszeniem do przeczytania następnej części książki. Mnie najbardziej spodobał się rozdział, w którym noblista analizuje najkrótsze opowiadanie jakie kiedykolwiek powstało, które pozwolę sobie zacytować w całości, uwaga:
,,Kiedy się obudził, dinozaur wciąż tam był".
Jest to tekst autorstwa gwatemalskiego pisarza Augusto Monterroso. Mario Vargas Llosa wykorzystał to opowiadanie do ukazania właściwości pojęcia czasu w dziele literackim. Trzeba przyznać, że ten tekst wbrew pierwszemu wrażeniu stanowi wielkie pole do popisu w tej kwestii. 
Pozostałe zagadnienia, które porusza pisarz to między innymi styl,     poziom realności czy siła przekonywania.

Książkę czyta się bardzo dobrze, epistolarna forma tekstu jest ciekawym sposobem na wyrażenie tak wydawałoby się praktycznej treści. Dodatkowo uważny czytelnik przy lekturze tej książki odnajdzie wiele wskazówek i ciekawych nazwisk najlepszych pisarzy literatury języka hiszpańskiego.  Dodatkowym plusem tej publikacji, już całkowicie pozaliterackim jest papier, na którym została wydana i fantastyczna oprawa graficzna okładki oraz strony tytułowej. Jak wszystkie teksty Llosy ,,Listy..." przyciągają wzrok.

Tak to się uroczo składa, że kolejny raz czytam jakiegoś autora co najmniej ,,od środka". Nie czytałam ani jednej powieści Llosy a jestem już po dokładnej analizie jego warsztatu i z pewnością będę czytała kolejne jego książki z większą uwagą choć zdaniem autora nie jest to zbyt wartościowym  czy chociażby ciekawym zajęciem. Woli on bowiem ,,czytać powieści, niż dokonywać ich wywisekcji".
I bardzo dobrze.

To wszystko na dziś, dziękuję za przeczytania i pozdrawiam,
Franca

Recenzja bierze udział w wyzwaniach Nie tylko literatura piękna oraz Literacka Ameryka Południowa.