Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biografia. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 września 2015

La Divina [Anne Edwards „Maria Callas. Primadonna stulecia”]

Anne Edwards tytułuje Marię Callas primadonną zaledwie stulecia, choć nie ma wątpliwości, że była ona jedną z największych diw operowych wszech czasów. We wstępie do swojej książki Edwards wspomina: „Po raz pierwszy zobaczyłam ją [Callas] na własne oczy w 1964 roku na scenie Royal Opera House w londyńskiej Covent Garden w roli Toski. Byłam oszołomiona. Oto śpiewaczka, która głęboko rozumiała nie tylko wykonywaną przez siebie muzykę, lecz również słowa i osobę, którą portretowała. (...) Na zawsze odmieniła oblicze opery”. Na śpiew Marii podobnie reagują słuchacze jej nagrań, choć Głos był tylko jednym z jej atutów, które pozwalały jej budować niezapomniane role. Pozostałe to gra aktorska, ogromne oczy (zawsze odpowiednio podkreślone) i wrodzony talent do odczuwania i interpretowania muzyki. Na scenie Maria była Toscą, Madame Butterfly, Normą. Kim była poza nią? Edwards w książce zatytułowanej „Maria Callas. Primadonna stulecia” próbuje odpowiedzieć na to pytanie, ale przyznaje, że Callas, jak przystało na damę, pozostawiła po sobie wiele niedomówień i niejasności.  
Anne Edwards,
„Maria Callas. Primadonna stulecia,
Wydawnictwo Znak,
400 stron,
tłumaczenie - Mieczysław Godyń.

Pierwszy rozdział tej biografii wprowadza nas w świat, na którym Maria miała się dopiero pojawić. W 1916 roku jej rodzice wzięli ślub. Dziewięć miesięcy później na świecie pojawiła się Hiakinta (Jackie), potem Vassilios, który zmarł w niemowlęctwie. Najmłodsza z nich, Anna Cecylia Zofia Maria w przeciwieństwie do swojego rodzeństwa nie urodziła się Grecji, lecz już w Ameryce, dokąd jej rodzice Litza i Georgios wyemigrowali za pieniędzmi. W tym i w kilku kolejnych rozdziałach zapoznajemy się z tym, co ukształtowało młodszą z sióstr Kalogeropoulou, przede wszystkim z postępowaniem jej matki, która początkowo wyrastała na główną bohaterkę tej książki. Trudno stwierdzić, czy Edwards celowo wysunęła ją na piedestał, czy był to przypadek, ale ostatecznie wyszło to jej książce na dobre. Usunięcie Marii w cień podkreśliło to, jak wielką rolę odgrywała w jej życiu despotyczna i toksyczna Litza, drugi i ostatni raz podobny zabieg został zastosowany (lub „tak wyszło”) w rozdziałach opisujących życie Marii, gdy ta pozostawała w związku z charyzmatycznym i bajecznie bogatym Arystotelesem Onassisem. 

Edwards duży nacisk położyła na to, jak wielki wpływ na Callas mieli inni ludzie. Nawet po osiągnięciu oszałamiających sukcesów Maria szukała akceptacji w oczach partnerów i wybranych współpracowników, co miało wielki wpływ na większość jej życiowych wyborów. Edwards starała się też jak najdokładniej opisać to, co w danym momencie musiało dziać się w głowie Marii i tu w dużej mierze postawiła na swoją intuicję, ponieważ nawet w przypadku braku dowodów na to, co powodowało danymi poczynaniami Marii, Edwards bez zahamowań pisała, że Maria zdecydowała się na ten, a nie inny krok ponieważ wciąż rozmyślała o tym, jak to kiedyś zrobiła coś, co nie pozwalało jej teraz zachować się inaczej. Każdy biograf skazany jest na podobne domysły, ale w tej biografii są one podawane z taką pewnością, że zaczynają one wzbudzać podejrzenia. Szczęśliwie dotyczą one tylko psychiki Marii, a nie faktów z jej życia.

Fakty Edwards starała się podawać jak najrzetelniej, swoją pracę oparła w dużej mierze na książce Johna Ardoina (o czym wspomniała już na wstępie), ale też przeprowadziła wiele dodatkowych wywiadów, które potem kilkakrotnie przytaczała. Jak każdy biograf-miłośnik danej osoby, nie ustrzegła się ona przed gloryfikowaniem i usprawiedliwianiem swojej bohaterki, ale też nie wahała się kilka razy skrytykować jej zachowania. Co najważniejsze, starała się utrzymać swój tekst na pewnym poziomie, nie zniżając się do standardów, do których przyzwyczajają nas brukowce (jedyną jej wpadką na tym polu było kilkukrotne wspomnienie o seksualnych przyzwyczajeniach Marii i Arystotelesa, w tym o czysto łóżkowych preferencjach Onassisa z czasów, gdy nie znał on jeszcze Marii!). Polecam tę książkę wielbicielom talentu La Diviny, ale też proszę — nawet jeśli nie macie ochoty na lekturę tej biografii, wysłuchajcie kilku arii w wykonaniu Callas.

To wszystko na dziś, dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam,
Franca

Za egzemplarz recenzencki tej książki dziękuję Wydawnictwu Znak.

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

,,Wyuczyli cię, syneczku, ziemi twej na pamięć..."

Dokładnie siedemdziesiąt lat temu zmarł Krzysztof Kamil Baczyński. Zginął od snajperskiej kuli, która odłupała mu fragment czaszki nad lewym okiem, powodując wylew mózgowy. Jeden z najwybitniejszych polskich poetów XX wieku pożegnał się z życiem czwartego dnia powstania warszawskiego. Pomimo tego, że wiersze Baczyńskiego omawiane są w polskich szkołach, jego biografia nie jest powszechnie znana, spowija ją legenda biograficzna powstała tuż po śmierci poety.  Wiesław Budzyński, biograf Baczyńskiego i Schulza postanowił ją rozwiać. Poświęcił na to całą swoją zawodową karierę. Owocem jego pracy jest sześć książek poświęconych życiu poety i cztery opracowania jego poezji. Jak dotąd największym sukcesem cieszy się jego pierwsza, wielokrotnie wznawiana książka - Miłość i śmierć Krzysztofa Kamila.
Wiesław Budzyński,
Miłość i śmierć Krzysztofa Kamila,
Kraków 2014,
stron 336.

Jeśli biografię pojmujemy jako opis życia danej osoby prowadzony w porządku chronologicznym, od punktu A do punktu B, to Miłość i śmierć Krzysztofa Kamila nie jest typową biografią z co najmniej kilku powodów. Po pierwsze, Baczyński jest w tej książce jedynie osią spajającą wszystkie jej rozdziały. Nie wszystkie bowiem dotyczą stricte jego osoby. Część z nich opisuje jego rodziców, inne sąsiadów, a jeszcze inne powojenne losy jego przyjaciół i kamienicy, w której mieszkał razem z ukochaną Basią. Po drugie, kolejnych faktów nie poznajemy zgodnie z kolejnością, w której miały one miejsce. Nie rozumiem tego zabiegu, ale na szczęście nie zakłóca on odbioru całości i nie myli czytelnika. Jeśli miałabym zwrócić uwagę na inne niedociągnięcie tego skądinąd pięknego wydania to nie mogę nie wspomnieć o umieszczeniu koniecznych przypisów dopiero na końcu książki. Najprawdopodobniej umieszczono je tam ze względu na ich długość i szczegółowość, ale wertowanie całej lektury w poszukiwaniu konkretnego przypisu jest dość nużące.

Miłość i śmierć Krzysztofa Kamila jest świadectwem fascynacji, jaką darzy tego poetę Wiesław Budzyński. Ogrom pracy jaką pisarz włożył w zbadanie biografii Baczyńskiego zasługuje na szacunek. Budzyński nie mógł oprzeć się na innych pracach poświęconych warszawskiemu poecie (myślę, że z tego powodu nie zawarł on w swojej książce bibliografii), do wszystkich informacji musiał dotrzeć sam. Niewątpliwie jest on dumny ze swoich zdobyczy, ponieważ często ujawnia się w swojej książce i opisuje w jaki sposób udało mu się zdobyć konkretne informacje, czy dotrzeć do ważnych świadków. Sporą część tekstu stanowią zresztą ich relacje przytoczone w sposób bezpośredni. Autor tej książki zbadał wszystkie tropy, jakie mogły doprowadzić go prawdy o życiu i śmierci Baczyńskiego. Budzyński przytacza nawet te teorie, z którymi się nie zgadza. Jest to postawa godna rzetelnego biografa.

Książka, którą miałam przyjemność całkiem niedawno czytać, a teraz recenzować, powinna zainteresować głównie tych, którzy chcieliby zapoznać się z biografią Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, a jego twórczość poznać przy pomocy innych źródeł (tomików wierszy poety lub ich opracowań). Miłość i śmierć Krzysztofa Kamila to pięknie wydane studium poświęcone życiu poety oraz  jego bliskich. Jest to dzieło szczegółowe, porusza kwestie jak dotąd zazwyczaj pomijane, albo przez niedbałość, albo przez uznanie ich za niewystarczająco ważne, za ciekawostki. Lekturę uatrakcyjniają dobrze wyselekcjonowane zdjęcia i ilustracje. Polecam Wam tę książkę, a Panu Budzyńskiemu życzę jeszcze wielu owocnych lat pracy jako biograf.

To wszystko na dziś, dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam,
Franca

Powyższa recenzja bierze udział w wyzwaniach Polacy nie gęsi i Nie tylko literatura piękna.

Za egzemplarz tej książki dziękuję Wydawnictwu M

piątek, 13 grudnia 2013

O księdzu Twardowskim od zwierzątek

,,Spieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą"

Autorem wiersza, którego częścią jest powyższa fraza jest ks. Jan Twardowski. Najsłynniejszy ksiądz-poeta naszych czasów. Do niedawna -  bez biografii. Tę lukę postanowił wypełnić Waldemar Smaszcz, wieloletni przyjaciel Twardowskiego. W listopadzie tego roku ukazała się jego najnowsza książka zatytułowana Serce nie do pary ze znamiennym podtytułem O księdzu Janie Twardowskim i jego wierszach. Nie jest to więc stricte biografia, obok faktów z życia poety znajdziemy krótkie analizy oraz interpretacje jego wierszy, które często są nierozerwalnie związane z faktami z jego życia.


Jan Twardowski zyskał uznanie opinii publicznej dzięki swojemu trzeciemu(!) tomikowi wierszy, czyli Znakom ufności, które często uważane są za jego debiut. Wcześniejsze tomiki przeszły bez echa.

Mimo dość późnego ,,debiutu" ksiądz publikował swoje teksty już od wczesnych lat młodzieńczych, między innymi w w najpopularniejszym ówcześnie magazynie tworzonym przez i dla uczniów ,,Kuźni Młodych", w którym recenzował prace nadsyłane przez aspirujących pisarzy i poetów. Jego humanistyczne pasje znalazły swoje ujście na studiach polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim, które przerwał wybuch II wojny światowej.

Ten najpoważniejszy ze światowych konfliktów odcisnął na młodym studencie wielkie piętno. Śmierć wielu przyjaciół, zburzenie ,,kamienicy z rodzinnymi pamiątkami", udział w powstaniu warszawskim... Pomimo wcześniejszych wewnętrznych podszeptów to dopiero tragiczne wydarzenia wojenne sprawiły, że młody poeta zdecydował się wstąpić do seminarium.

Dzięki książce Smaszcza możemy poznać ks.Twardowskiego jako zwyczajnego człowieka, a nie pomnik, o którym wspomina się z przymusu w szkole. Od najmłodszych lat bardzo ważne były dla niego... wakacje. Nawet jako dojrzały człowiek czekał na upragniony miesiąc urlopu, podczas którego mógł w pełni skupić się na swojej poezji (resztę roku spędzał wyłącznie na posłudze kapłańskiej) i naturze. Przyroda zawsze była dla niego ważna, co może dojrzeć nawet niewprawny w interpretacji czytelnik jego liryków. Kilka ze swoich wierszy opublikował jako Andrzej Derkacz, nazwa ptaka nie została użyta w tym pseudonimie przypadkowo.

Waldemar Smaszcz to historyk literatury, krytyk i eseista. Wspominam o tym ponieważ chciałabym zwrócić uwagę na to, że tę ponad trzystu stronicową książkę czyta się niczym lekką powieść. Mam tu na myśli szybkość jak i przyjemność lektury. Doświadczenie literackie autora dało tutaj o sobie znać. Wydawnictwo Erica również nie zawiodło. Serce nie do pary będzie piękną ozdobą każdej półki z książkami.
Polecam tę biografię wszystkim, nie tylko miłośnikom poezji.

To wszystko na dziś, dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam,
Franca

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki Serce nie do pary dziękuję Wydawnictwu Erica

Recenzja bierze udział w wyzwaniach: Polacy nie gęsi i Nie tylko literatura piękna.

piątek, 29 listopada 2013

Wylękniony bluźnierca

Czy pamiętasz, jak z tobą tańczyłem walca,
Panną, madonną, legendą tych lat?
Czy pamiętasz, jak ruszył świat do tańca.
świat, co w ramiona mi wpadł?
Wylękniony bluźnierca,
Dotulałem do serca
W ukojeniu kwitnące, te dwie,
Unoszone gorąco,
Unisono dyszące,
Jak ty cała, w domysłach i w mgle...
I tych dwoje nad dwiema,
Co też są, lecz ich nie ma,
Bo rzęsami zakryte i w dół,
Jakby tam właśnie były
I błękitem pieściły,
Jedno tę, drugie tę, pół na pół.
(Przed przeczytaniem recenzji polecam wysłuchać tego wiersza w genialnej interpretacji Ewy Demarczyk)

Julian Tuwim urodził się w 1894 roku w Łodzi. Zmarł w 1953 w Zakopanem. W ciągu swojego życia napisał mnóstwo świetnych wierszy, najbardziej znanym z nich jest dziecięca ,,Lokomotywa". Niezły był bo uczymy się o nim w szkole. Mniej więcej tyle wiemy o Tuwimie.

Na szczęście ostatnimi czasy sporą popularnością na naszym rodzimym rynku wydawniczym cieszą się biografie, o czym świadczą sukcesy książek Mariusza Urbanka. Pisarz jest autorem kilkunastu książek, w tym właśnie kilku biografii m.in. Leopolda Tyrmanda, generała Bolesława Wieniawy-Długoszewskiego czy Stefana Kisielewskiego.25 października tego roku miała miejsce premiera jego najnowszej książki zatytułowanej ,,Wylękniony bluźnierca" dotyczącej życia i twórczości Juliana Tuwima.

Dzięki tej publikacji mamy szansę poznać Tuwima niczym jedni z jego przyjaciół. Towarzyszymy poecie przez całe jego życia, od dzieciństwa spędzonego w Łodzi, po ,,skamandrycką" przygodę w Warszawie i emigrację wymuszoną przez wojnę aż do śmierci już w ,,innej" Polsce.
Dzięki temu poznajemy też jego twórczość. Część rozdziałów, zazwyczaj tych krótszych, poświęconych jest najlepszym wierszom Tuwima taki jak ,,Wiosna", ,,Bal w operze", ,,Kwiaty polskie".

Tuwim był jednym z najciekawszych polskich mistrzów słowa, poza podręcznikowo-szkolnymi utworami napisał między innymi ,,Czary i czarty polskie" oraz przełożył słownik Bierce'a (część haseł można znaleźć w internecie-polecam!) Tuwim w ogóle przepadał za ,,osobliwościami", m.in. zbierał informacje o szczurach, a w młodości amatorsko hodował... węże. Jednak największą miłością Tuwima (poza Stefanią Marchew) był kabaret, w którym mógł dać upust swojemu niezwykłemu poczuciu humoru. Poeta jest autorem m.in. słynnej piosenki ,,Miłość ci wszystko wybaczy" wykonywanej przez Hannę Ordonównę.

Urbanek skrupulatnie opisał to co o Tuwimie chcielibyśmy wiedzieć, ale nie pominął i tych bardziej drażliwych, czyli nieprzystojnych poecie kwestii. Tuwim przez całe swoje życie cierpiał na agorafobię (paniczny lęk przed otwartymi przestrzeniami) przez co zdarzało się, że nawet przez miesiąc nie wychodził z domu. Kolejną niewygodną kwestią były powojenne upodobania polityczne artysty. Na szczęście, autorowi udało się przekonująco wytłumaczyć, że wiarę w socjalizm poeta przeciwstawiał faszyzmowi, którego otwarcie się brzydził. Tuwim mentalnie zgubił się podczas wojny, wydaje się, że do samego końca nie mógł uwierzyć, że miała ona miejsce.

,,Wylękniony bluźnierca" Urbaniaka napisany jest stylem... biograficznym. Zero ozdobników, co kilka stron jakiś zapadające w pamięć stwierdzenie, czy podsumowanie akapitu. Książkę czyta się bardzo szybko i bardzo miło. Tekst nie jest skierowany do żadnej grupy wiekowej, nie trzeba być polonistą, aby go zrozumieć. Poza ogromną dozą informacji na temat naszego poety przy lekturze tej książki czeka Was mnóstwo dobrej zabawy. Polecam!

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania tej książki dziękuję Wydawnictwu Iskry.

To wszystko na dziś, dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam,
Franca

Recenzja bierze udział w wyzwaniach: Lata dwudzieste, lata trzydzieste; Polacy nie gęsi, Nie tylko literatura piękna.

***

Przypominam też o konkursie, w którym możecie wygrać ,,Na szczęście mleko..." Neila Gaimana. Zapraszam!
                                   Więcej informacji na temat konkursu znajdziecie tutaj.