Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Małgorzata Kalicińska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Małgorzata Kalicińska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 stycznia 2014

Wyjrzyjmy za okno

Sesja to ciężki orzech do zgryzienia. Nauka do kolejnych egzaminów zabiera mi sporo czasu, a po jej skończeniu marzę już tylko o tym, by się zrelaksować i odespać nieprzespane noce, co znacząco przeszkadza mi w czytaniu. Przez to nie wyrobiłam się z lekturą ,,Szkoły uczuć" Faluberta i aby zachować jako taką regularność w publikowaniu recenzji postanowiłam przypomnieć sobie i zaprezentować Wam książkę, którą przeczytałam już dawno temu. Małgorzata Kalicińska jest autorką bardzo poczytnej sagi rodzinnej, na którą składają się książki ,,Dom nad rozlewiskiem", ,,Powroty nad rozlewiskiem" i ,,Miłość nad rozlewiskiem". Od razu zaznaczę, że nie czytałam tych książek, więc język i styl autorki przed lekturą ,,Widoku z mojego okna" był dla mnie zagadką.


Na tę książkę składa się dwadzieścia jeden felietonów (choć sama autorka zauważyła, nie jest to właściwe słowo opisujące te teksty)
i tylu samych przepisów kulinarnych napisanych w dość oryginalny sposób. Poniżej zamieszczam przepis na ,,pastę jak w przedszkolu":
,,Co do chleba? Pasta!
Ugotować jajka na twardo. Nie za długo - wtedy szkodzą. W miseczce już powinien czekać posiekany szczypiorek, sól i pieprz. Łyżka majonezu i ze trzy twarogu - oczywiście, że kwaśnego. Jajka obrać ze skorupek i posiekać (jest do tego taki sprytny, prosty przyrząd w sklepach).
Wymerdać razem."
To tyle. Przepisy są dość proste i całkiem ciekawie napisane. Dodam jeszcze, że są również kompletnie niepotrzebne. Jedyne, co książka dzięki nim zyskała to objętość.


Felietony są krótkie, zazwyczaj kilkustronicowe i w żaden sposób ze sobą niepowiązane. W ich układzie nie
da się zauważyć żadnej logiki. Trochę o świątecznej komercji, sporo o sąsiedzie - Marianie, coś o rozwodach... Słowem, wszystko o niczym.  

Nie przepadam za ,,babskimi czytadłami", ale do kupna tej książki przekonała mnie jej świetna okładka.
Bardzo nastrojowa, ciepła i przywodząca na myśl widok z okna domu położonego w jakiejś urokliwej wsi.W środku, oprawa graficzna nawiązuje do okładki i jest konsekwentna od pierwszej do ostatniej strony. Jednak, od razu rzuca się w oczy marnotrawstwo papieru w tej książce. Mnóstwo pustych stron, tekst jest wyjustowany w taki sposób, że ze wszystkich stron pozostaje mnóstwo wolnego miejsca. Kalicińska uważa się za obrończynię przyrody (w ,,Widoku..." narzeka na to, że przed świętami Bożego Narodzenia ścina się mnóstwo świerków), ale jej książka jest idealnym przykładem marnotrawstwa papieru.

,,Widok z mojego okna" czyta się niesamowicie szybko. Sprzyjają temu krótkie rozdziały (jeden rozdział to jeden felieton), liczne, dość skąpo opisane przepisy i dość przyziemna tematyka tekstów. Nie zapałałam miłością do tej książki, ale nie przeczę, że jest to całkiem niezła lektura dla osób, które mają ochotę na lekturę jakiejś lekkiej książki. Jeśli aktualnie się do nich zaliczacie, życzę udanej lektury!

To wszystko na dziś, dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam,
Franca

Recenzja bierze udział w wyzwaniach: Polacy nie gęsi i Przeczytam tyle, ile mam wzrostu.