środa, 13 sierpnia 2014

Eric-Emmanuel Schmitt ,,Kobieta w lustrze"

Oto książka o kobietach. Eric-Emmanuel Schmitt postanowił przedstawić ród niewieści za pomocą sylwetek trzech kobiet, które różni absolutnie wszystko, a łączy płeć i świadomość tego, że nie chcą i nie potrafią żyć tak, jak dotychczas. Mistyczka, wiedeńska arystokratka i przeraźliwie współczesna gwiazda filmowa. Wymienione panie nie miały szansy się spotkać. Pierwszą od drugiej oddzielają cztery wieki, drugą od trzeciej sto lat. Na jakiej podstawie pisarz zestawił je ze sobą w jednej książce? Życiorys każdej z nich nadaje się przecież na osobną powieść. Powstał jednak tylko jeden utwór — Kobieta w lustrze. Tytuł tej powieści jest dla nas podpowiedzią, czy wspomniane wyżej kobiety mogły zobaczyć się w zwierciadle? 


Eric-Emmanuel Schmitt,
Kobieta w lustrze,
Kraków 2012,
stron 464. 
Anne właśnie bierze ślub. Jej przyszły mąż nie jest brzydki, więc kobiety z otoczenia dziewczyny uważają, że ich małżeństwo będzie doskonałe. Jednak Anne pojmuje miłość nieco inaczej niż wszyscy i ucieka sprzed ołtarza. Wybiega do lasu, gdzie zamieszkuje przez najbliższe dni. Ta prosta, wychowana na wsi dziewczyna woli przebywać z roślinami i zwierzętami niż z ludźmi. Anne zdaje się rozumieć naturę, a natura wydaje się rozumieć ją. Po pewnym czasie niedoszła panna młoda zamieszkuje w beginażu, skupiającym pragnące żyć samotnie kobiety. Tam szybko zostaje okrzyknięta mistyczką, co nie podoba się hierarchom kościelnym i jej przebiegłej kuzynce, Idzie.

W 1904 roku wiedeńska arystokratka Hanna wznawia kontakt ze swoją kuzynką Gretchen. W listach do niej opisuje swoje na pozór bajkowe życie. Hanna jest bogata, ma wspaniałego męża i pasję — namiętnie zbiera szklane kule millefiori. Wciąż jest jednak tylko kobietą i jako zamężna przedstawicielka płci pięknej musi wywiązać się ze swojego obowiązku — urodzić dziecko. Zewsząd do niej dobiegające serdeczne rady doprowadzają w końcu do tragedii, po której Hanna decyduje się diametralnie odmienić swoje życie. 

Anne jest aktorką, publiczność ją kocha, kamera również. Jednak Anne nie kocha samej siebie, woli narkotyki. Po wypadku, do którego doprowadziła ją własna głupota, poznaje mężczyznę, który wydaje się być jej aniołem. Upadłym. Dziewczyna stopniowo próbuje kierować swoje i jego życie na właściwe tory, co nie jest proste. Zwłaszcza, gdy patrzy na ciebie cały świat.

Kobieta w lustrze to moje drugie spotkanie z prozą Schmitta. Pierwsze było wyjątkowo rozczarowujące. Historie miłosne, zbiór opowiadań, były tak nużące i przewidywalne, że nie miałam ochoty ich kończyć, a tym bardziej czytać kolejnej powieści tego pisarza. Jednak stało się. Przyznaję się bez bicia, że Kobieta w lustrze skusiła mnie swoją okładką nawiązującą do historii Hanny. Dodatkowo, do mojego egzemplarza dołączono audiobook tej powieści, który jest wielkim atutem tego bibliofilskiego wydania. Powieść liczy sobie ponad czterysta pięćdziesiąt stron, ale czyta się ją niezwykle szybko. Największy wpływ ma na to fakt. że historie trzech głównych bohaterek przeplatają się sobą, z tym że historia Hanny jest dodatkowo wyróżniona poprzez epistolarną formę jej wyznań. Każdy rozdział kończy się małym trzęsieniem ziemi, przez co czytelnik nie może doczekać się kontynuacji danej historii. Z największą uwagą czytałam o perypetiach Hanny, między innymi ze względu na to, że bohaterka w pewnym okresie swojego życia zainteresowała się psychoanalizą oraz wierszami pewnej kobiety, o której zapomniała historia.

W ostatnim rozdziale dotyczącym współczesnej nam Anne, Schmitt we wiarygodny sposób wyjaśnił w jaki sposób życie jednej z tych kobiet wpłynęło na drugą i trzecią. Spotkałam się z głosami, że w tej powieści Schmitt rozpracował kobiecą psychikę i stworzył lustro, w którym może przejrzeć się każda z nas. Nie zgadzam się z tym. Schmitt kilka razy podkreślał, że jego bohaterki są inne, że nie pasuję do społeczeństwa i niekoniecznie świadomie buntują się przeciwko zastanym konwenansom. Pisarz pominął natomiast całe rzesze ,,zwykłych" kobiet. Tych, których życie toczy się według ustalonego schematu i które są z tego zadowolone. Nie jest to wielka skaza na profilu tej powieści, ale warto o niej wspomnieć.

Kobieta w lustrze to ambitna powieść o kobietach i dla kobiet, inaczej nie da się jej sklasyfikować. Panowie oczywiście również mogą sięgnąć po tę książkę, ale z pewnością szybko zrozumieją, że nie do nich jest ona skierowana. Niemniej polecam ten misz-masz powieściowy wielbiciel(k)om fikcyjnych wątków historycznych, interesujących portretów psychologicznych i książek obyczajowych. Ja po jego lekturze zdecydowałam się dać Schmittowi zielone światło i sięgnąć po kolejne jego teksty.

To wszystko na dziś, dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam,
Franca

sobota, 9 sierpnia 2014

Poszukując prawdziwego katolicyzmu

Chrześcijaństwo, a w szczególności katolicyzm, coraz częściej kojarzy nam się z oszołomami terroryzującymi przestrzeń publiczną zasłaniając się zakazem obrazy uczuć religijnych (czymkolwiek one są). Wszyscy potrafimy z marszu wymienić nazwiska przynajmniej kilku księży, który bardzo lubią pouczać innych, a sami nie świecą przykładem dla wiernych, zwłaszcza jeśli chodzi o wszelakiego rodzaju tolerancję. Na szczęście chrześcijaństwo to nie tylko zakazy, nakazy i radykalizm obyczajowy, ale i ludzie, zwyczajni ludzie, dla których religia jest czymś więcej niż obowiązkiem. O tym, czym właściwie ona jest dla ludzi z różnych zakątków naszego globu napisał Szymon Hołownia w swojej najnowszej książce zatytułowanej ,,Last minute. 24 h chrześcijaństwa na świecie".

Szymon Hołownia,
Last minute,
Kraków 2012, stron 431. 
Last minute wyróżnia się spośród tzw. książek religijnych nie tylko balansującą na granicy religii i podróży tematyką, ale i ciekawym podziałem publikacji na dwadzieścia cztery rozdziały, z których każdy odpowiada kolejnym godzinom na zegarze. W pierwszym rozdziale Hołownia zabiera swoich czytelników do Hagatny, na wyspę Guam. W Polsce jest północ, na Guam ósma rano. I tu, i tu (oraz w Papui-Nowej Gwinei, Hondurasie, Salwadorze, Bhutanie, Stanach...) budzą się/pracują/modlą/płaczą/śmieją się/idą spać katolicy. Niewielu z nich robi to w ten sam sposób, niemalże we wszystkich czynnościach towarzyszy im Bóg, który nie jest dla nich groźnie brzmiącym imieniem jakiegoś niewidzialnego bytu, którego powinno odwiedzać się przynajmniej raz w tygodniu, a przyjacielem, który cały czas jest przy nich. W jaki sposób starają się oni oddać mu cześć?

Na szczególną uwagę zasługują dwie inicjatywy. Pierwszą z nich jest jedna z gałęzi działalności centrum misyjnego w Ukarumpie. Członkowie tej organizacji, podzieleni na małe grupy, tłumaczą Biblię na języki kilkuset papuaskich plemion. Jedną z takich grup tworzą Beata Woźna i Teresa Wilson, które są autorkami przekładu Nowego Testamentu na język seimat. Przy okazji pracy nad nim opracowały alfabet i gramatykę tego języka, po czym zaczęły nauczać okolicznych mieszkańców czytać i pisać.W Ukarumpie tłumaczki spędziły 10 lat, dzięki nim język seimat ma szansę na przetrwanie przynajmniej najbliższych pięćdziesięciu lat. Nieco inny pomysł na swoje życie ma siostra Mariola, która wraz z innymi siostrami prowadzi w Zambii sierociniec dla najbardziej potrzebujących dzieciaków (a po prawdzie to dla wszystkich, żadnemu nie odmawiają). Kasisi to niesamowity projekt, w który Hołownia zaangażował się osobiście. Sierociniec ten jest niezwykłym świadectwem wiary i nadziei na lepsze dni. Sporo podopiecznych siostry Marioli jest skazanych na śmierć jeszcze przed osiągnięciem pełnoletności. Mimo tej świadomości, siostry robią wszystko, by życie tych maluchów było jak najszczęśliwsze. Kilka miesięcy temu tysiące użytkowników facebook'a śledziło ostatnie chwile Franka, podopiecznego Kasisi, który zdawał się umierać kilka razy, niestety, w końcu skutecznie.

Powyższy nieco przydługi akapit obrazuje jedynie dwa sposoby na spędzenie swojego życia zgodnie z duchem chrześcijaństwa. Co prawda są to przypadki wspaniale ekstremalne, ale warte zaznaczenia. W Last minute opisane są również te nieco bardziej kontrowersyjne, wymagające dyskusji, obecnie uznawane za wyraz zacofania. Nie będę udawała, że lektura Last minute zmieniła moje życie, czy podejście do wiary. Ta książka to ciekawie pomyślana, ładnie wydana i okraszona interesującymi zdjęciami zbieranina różnorodnych gatunkowo tekstów przedstawiających to, w jaki sposób ludzie na całym świecie radzą sobie ze swoją wiarą. Jedni chodzą do kaplicy położonej w centrum handlowym (bo bliżej), inni wstępują do zakonów o różnych regułach, a kolejni starają się po prostu wpleść do swojego życia chociaż kilka elementów metafizyki. Nie waham się też nazwać tej książki podróżniczą, w końcu czytając ją, zwiedzimy wszystkie kontynenty. Myślę, że jest to pozycja dla ludzi ciekawych świata, otwartych na odmienność i neutralnych w stosunku do Szymona Hołowni. Uprzedzenia bądź uwielbienie potrafią wypaczyć postrzeganie każdej książki.

To wszystko na dziś, dziękuję za przeczytania i pozdrawiam,
Franca

Powyższa recenzja bierze udział w wyzwaniach Odkrywamy białe plamy, Polacy nie gęsi, Nie tylko literatura piękna. 

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

,,Wyuczyli cię, syneczku, ziemi twej na pamięć..."

Dokładnie siedemdziesiąt lat temu zmarł Krzysztof Kamil Baczyński. Zginął od snajperskiej kuli, która odłupała mu fragment czaszki nad lewym okiem, powodując wylew mózgowy. Jeden z najwybitniejszych polskich poetów XX wieku pożegnał się z życiem czwartego dnia powstania warszawskiego. Pomimo tego, że wiersze Baczyńskiego omawiane są w polskich szkołach, jego biografia nie jest powszechnie znana, spowija ją legenda biograficzna powstała tuż po śmierci poety.  Wiesław Budzyński, biograf Baczyńskiego i Schulza postanowił ją rozwiać. Poświęcił na to całą swoją zawodową karierę. Owocem jego pracy jest sześć książek poświęconych życiu poety i cztery opracowania jego poezji. Jak dotąd największym sukcesem cieszy się jego pierwsza, wielokrotnie wznawiana książka - Miłość i śmierć Krzysztofa Kamila.
Wiesław Budzyński,
Miłość i śmierć Krzysztofa Kamila,
Kraków 2014,
stron 336.

Jeśli biografię pojmujemy jako opis życia danej osoby prowadzony w porządku chronologicznym, od punktu A do punktu B, to Miłość i śmierć Krzysztofa Kamila nie jest typową biografią z co najmniej kilku powodów. Po pierwsze, Baczyński jest w tej książce jedynie osią spajającą wszystkie jej rozdziały. Nie wszystkie bowiem dotyczą stricte jego osoby. Część z nich opisuje jego rodziców, inne sąsiadów, a jeszcze inne powojenne losy jego przyjaciół i kamienicy, w której mieszkał razem z ukochaną Basią. Po drugie, kolejnych faktów nie poznajemy zgodnie z kolejnością, w której miały one miejsce. Nie rozumiem tego zabiegu, ale na szczęście nie zakłóca on odbioru całości i nie myli czytelnika. Jeśli miałabym zwrócić uwagę na inne niedociągnięcie tego skądinąd pięknego wydania to nie mogę nie wspomnieć o umieszczeniu koniecznych przypisów dopiero na końcu książki. Najprawdopodobniej umieszczono je tam ze względu na ich długość i szczegółowość, ale wertowanie całej lektury w poszukiwaniu konkretnego przypisu jest dość nużące.

Miłość i śmierć Krzysztofa Kamila jest świadectwem fascynacji, jaką darzy tego poetę Wiesław Budzyński. Ogrom pracy jaką pisarz włożył w zbadanie biografii Baczyńskiego zasługuje na szacunek. Budzyński nie mógł oprzeć się na innych pracach poświęconych warszawskiemu poecie (myślę, że z tego powodu nie zawarł on w swojej książce bibliografii), do wszystkich informacji musiał dotrzeć sam. Niewątpliwie jest on dumny ze swoich zdobyczy, ponieważ często ujawnia się w swojej książce i opisuje w jaki sposób udało mu się zdobyć konkretne informacje, czy dotrzeć do ważnych świadków. Sporą część tekstu stanowią zresztą ich relacje przytoczone w sposób bezpośredni. Autor tej książki zbadał wszystkie tropy, jakie mogły doprowadzić go prawdy o życiu i śmierci Baczyńskiego. Budzyński przytacza nawet te teorie, z którymi się nie zgadza. Jest to postawa godna rzetelnego biografa.

Książka, którą miałam przyjemność całkiem niedawno czytać, a teraz recenzować, powinna zainteresować głównie tych, którzy chcieliby zapoznać się z biografią Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, a jego twórczość poznać przy pomocy innych źródeł (tomików wierszy poety lub ich opracowań). Miłość i śmierć Krzysztofa Kamila to pięknie wydane studium poświęcone życiu poety oraz  jego bliskich. Jest to dzieło szczegółowe, porusza kwestie jak dotąd zazwyczaj pomijane, albo przez niedbałość, albo przez uznanie ich za niewystarczająco ważne, za ciekawostki. Lekturę uatrakcyjniają dobrze wyselekcjonowane zdjęcia i ilustracje. Polecam Wam tę książkę, a Panu Budzyńskiemu życzę jeszcze wielu owocnych lat pracy jako biograf.

To wszystko na dziś, dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam,
Franca

Powyższa recenzja bierze udział w wyzwaniach Polacy nie gęsi i Nie tylko literatura piękna.

Za egzemplarz tej książki dziękuję Wydawnictwu M. 

sobota, 2 sierpnia 2014

Podsumowanie lipca

Wstyd. Jest mi zwyczajnie wstyd. W podsumowaniu czerwca obiecałam Wam, że w lipcu nadrobię wszystkie zaległości, jakie sprawiłam sobie podczas sesji, a tymczasem pożegnałam  miniony miesiąc z czterema opublikowanymi  postami - skandal! Kajam się i uniżam przed Wami, prosząc o wybaczenie. Jeśli macie ochotę czytać moje usprawiedliwienia to spróbuję nieco wybielić się w Waszych oczach. 

Dwunastego lipca skończyłam dwadzieścia lat. W też dniu rozpoczęłam pierwszą w swoim życiu pracę z prawdziwego zdarzenia. Nigdy nie marzyłam o tym, żeby dorabiać sobie metkując towary i zamiatając, ale od czegoś trzeba zacząć. Przynajmniej nie będę musiała żebrać, żeby było mnie stać na wyjazd na Targi Książki w Krakowie. Mam nadzieję, że stosownym czasie spotkamy się na miejscu.  

W międzyczasie wybrałam się na tydzień na Mazury do malowniczej wioski położonej nad jeziorem Gołdopiwo. Niestety, nie mogłam tam liczyć na dostęp do internetu (a przez większość pobytu nawet na zasięg w telefonie), więc nie miałam szans na zajmowanie moimi ukochanymi Strofkami i regularne odwiedzanie Waszych blogów. Wyjazd na koniec świata ma jednak swoją wielką zaletę. Mogłam czytać i czytać i nikt mi w tym nie przeszkadzał (poza upałem, oczywiście). Siedem dni absolutnego spokoju poskutkowało tym, że mam na swoim koncie dokładnie siedem przeczytanych książek (większość z nich przeczytałam podczas tego wyjazdu). Oto one:

1. Harlan Coben ,,Tylko jedno spojrzenie",
2. Consilia Maria Lakotta ,,Madeleine",
3. Szymon Hołownia ,,Last minute",
4. Eric-Emmanuel Schmitt ,,Kobieta w lustrze",
5. Jacques le Goff ,,O średniowieczu",
6. Janusz Tadeusz Nowak ,,Szlak bojowy Legionów Polskich",
7. Wiesław Budzyński ,,Miłość i śmierć Krzysztofa Kamila".

Cztery książki z powyższej listy nie doczekały się w minionym miesiącu swoich recenzji, ale co się odwlecze...

Z Mazur, oprócz dziesiątek śladów po ugryzieniach owadów, przywiozłam również kilka nowych książek. Cztery z nich kupiłam w jednym z supermarketów, jedną mój brat dostał na urodziny. Moim i jego numerem jeden jest ,,Zgroza w Dunwich" Lovecrafta. Już nie mogę się doczekać jej lektury. Resztę zostawię sobie na bliżej nieokreślone później.

Pierwszy raz od kilku miesięcy nie mam absolutnie żadnych czytelniczych planów na nadchodzący miesiąc. Wiem tylko, że dam kolejną szansę klasyce fantastyki i zapoznam się z jedną ze spraw prowadzonych przez Harry'ego Hole'a. Mam nadzieję, że nie zawiodę się na żadnej z książek, po które sięgnę. Trzymajcie za to kciuki!

To wszystko na dziś, dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam,
Franca

niedziela, 27 lipca 2014

Kącik Młodego Lingwisty

W podsumowaniu czerwca zapowiedziałam Wam, że tegoroczne wakacje postanowiłam poświęcić doszlifowywaniu moich umiejętności językowych. Zawsze lubiłam uczyć się języków obcych, zwłaszcza, że nigdy nie miałam z ich nauką żadnego problemu. Ostatni rok poświęciłam głównie językowi polskiemu przez co języki angielski, francuski i hiszpański zeszły na dalszy plan. Teraz w końcu mam czas, by zająć się i nimi. W tym celu stworzyłam Kącik Młodego Lingwisty, cykl, za pomocą którego będę prezentowała Wam różnego rodzaju publikacje do nauki języków obcych, z których regularnie korzystam. Na początku pragnę zaprezentować Wam najnowsze numery magazynów, z którymi na pewno nie raz się już zetknęliście. 

Kilka lat temu wydawca prasy specjalistycznej Colorful Media wprowadził na rynek swój pierwszy magazyn Deutsch Aktuell. Artykuły w tym czasopiśmie publikowane są jednie w języku niemieckim, innowacją na rynku tego rodzaju wydawnictw jest to, że obok tekstu głównego zamieszczone są tłumaczenia trudniejszych słówek, zwrotów oraz idiomów użytych w artykule. Jest to wielkie udogodnienie dla wszystkich amatorów tego języka. Po sukcesie tego magazynu, wydawnictwo stworzyło pisma poświęcone kolejnym językom obcym. Jak dotąd razem z Colorful Media można uczyć się języków: angielskiego (również biznesowego), francuskiego, hiszpańskiego, włoskiego, niemieckiego i rosyjskiego. Ja uczę się trzech pierwszych języków z powyższego zestawienia, dlatego przybliżę Wam najnowsze numery magazynów English Matters, Français Présent i ¿Español? Si, gracias. 

W najnowszym wydaniu English Matters zainteresowało mnie kilka artykułów. Roboczo podzieliłam je na:
a) praktyczne,
b),,ciekawostkowe". 
Do pierwszej grupy należy pierwsza część This & That - Focus on Mathematics, w której dowiemy się, jak opisać ułamki, kąty, linie i inne matematyczne cudaki, z którymi raczej nie spotykamy się w podręcznikach do nauki języków obcych. Całość wieńczy króciutki quiz z odpowiedziami, w którym możemy wypróbować świeżo zdobytą wiedzę. Kolejnym wyjątkowo przydatnym artykułem jest tekst zatytułowany Personal Native Tutor, z którego dowiemy się, czy warto korzystać z usług korepetytora, którego pierwszym językiem jest ten, którego arkana właśnie próbujemy zgłębić. Ostatni artykuł, który zaliczyłam do tej grupy jest praktyczny aż do bólu, ponieważ dotyczy tego, co zazwyczaj sprawia nam sporo trudności, czyli flirtowania. Flirting dostarczy Wam kilku ciekawych sposobów na zagajenie rozmowy oraz poprowadzenie jej aż do następnego spotkania. 
W drugiej grupie znajdziemy swoisty misz-masz. Zapalonym podróżnikom z pewnością przypadną do gustu artykuły zachwalające Maltę oraz najpiękniejsze zakątki Wielkiej Brytanii. Wielbicielki niegrzecznych chłopców powinny przeczytać tekst o Bad Boys i wywiad z Martinem Addisonem, nauczycielem zakochanym w tatuażach. Gwiazdą numeru jest Lorde, nowozelandzka wokalistka. Oprócz jej biografii, zapoznamy się również z tekstem jej piosenki ,,Tennis Court", który pomaga nam zrozumieć Anna Rozmus, która na swojej stronie, antyteksty.com, show how to learn English with the use of your favourite songs. 

Z językiem francuskim mam taki kłopot, że przeczytać (ze zrozumieniem, oczywiście) mogę wszystko, ale wypowiedzenie składnego zdania w tym języku sprawia mi sporo problemów. Staram się rozwijać obie te umiejętności, ale, z czystego lenistwa, więcej czasu poświęcam pierwszej z nich. Pomocą służy mi wtedy Français Présent. Najnowszy numer tego czasopisma zachwycił mnie swoją okładką. Prostą, zbudowaną na oczywistym koncepcie i nawiązującą do jednego z artykułów - Peut-on vivre 100% français au XXIème siècle? To dobre pytanie, ponieważ możemy je sobie zadać również w odniesieniu do Polski. Jako że marzę o podróży do Francji z przyjemnością przeczytałam artykuł o Amiens, stolicy Pikardii, którą bardzo chciałabym w przyszłości odwiedzić. Miłośnicy sztuki na pewno zainteresują się artykułami o Wenus z Milo, sztuce ulicznej i... pole dance. Tekstem ,,na czasie" jest Vive les vacanciers indépendants! Bez żadnej przesady mogę stwierdzić, że wszystkie wymienione wyżej artykuły wyjątkowo mnie zainteresowały. 


W tym momencie muszę przyznać, że moja znajomość języka hiszpańskiego jest wyjątkowo mizerna, dlatego ucieszyłam się, gdy zauważyłam, że nad każdym artykułem w ¿Español? Si, gracias. znajduje się informacja z poziomem, jaki ów tekst reprezentuje. Dzięki temu nie musiałam zadręczać się próbą tłumaczenia artykułów skierowanych do osób biegle władających językiem hiszpańskim. W najnowszym wydaniu tego czasopisma aż cztery artykuły dotyczą znanych Hiszpanom osobowości. Postacie opisane w tym numerze w mniejszym lub większym stopniu związane są z polityką. Adolfo Suárez to były premier Hiszpanii, Irene Villa to pisarka i dziennikarka, która stała się osobą publiczno-polityczną po tym, jak straciła obie nogi w zamachu zorganizowanym przez organizację ETA, a Alfonso X el Sabio to XIII-wieczny król Kastylii i Leonu. Nieco bardziej współczesną postacią jest Mireia Belmonte, pływaczka, trzykrotna mistrzyni świata i mistrzyni Europy. Hiszpania oraz Ameryka Środkowa i Południowa kojarzą nam się z pyszną kuchnią. Na końcu tego numeru  ¿Español? Si, gracias znajdziecie przepis na judías verdes con jamón (zieloną fasolkę z szynką, to rodzaj sałatki). A chrupiąc właśnie przyrządzone danie będziecie mogli sprawdzić swoją wiedzę w dwóch zadaniach i dowiedzieć się, co w języku hiszpańskim znaczy estar como un zombi. 

Czytaliście już powyższe czasopisma? Który artykuł najbardziej Was zainteresował? 

To wszystko na dziś, dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam,
Franca