sobota, 16 listopada 2013

Odnaleźć samego siebie

Może zdarzyć się, że z dnia na dzień zawali się cały nasz świat. Możemy stracić kogoś bliskiego, czymś się rozczarować etc. Czasami wystarczy sama, wydawałoby się pospolita rzecz - zdrada.
Robert Maciąg w ramach osobistej terapii postanowił zjechać kawał Azji i w swojej książce ,,Rowerem przez Chiny, Wietnam i Kambodżę" całą tę podróż opisać.


Robert Maciąg to znany podróżnik, wielbiciel pokonywania tysięcy kilometrów na rowerze. Miałam już okazję przeczytać inną jego książkę ,,Tysiąc szklanek herbaty" i bardzo miło wspominam tę lekturę. Prowadzi stronę ku-sloncu.org, na której możecie dowiedzieć się o krajach odwiedzonych przez Maciąga, warsztatach dla dzieci i spotkaniach z pisarzem. Polecam. Mnie szczególnie zainteresował artykuł zatytułowany: ,,Syria-był kiedyś taki kraj".


Jak autor sam przyznaje, ta nieoczekiwana rowerowa podróż była jedynie pretekstem do wejrzenia w samego siebie. Przy okazji odwiedzania kolejnych miejscowości Maciąg opisuje zastanych ludzi i ich kulturę, ale nie pomija też swoich własnych przeżyć. Da się zauważyć, że autor wciąż nie pogodził się ze swoim nagłym rozwodem. Opisy stricte podróżnicze przeplatają się z opisami przeżyć wewnętrznych. Myślę, że dzięki temu książka spodoba się zarówno miłośnikom literatury podróżniczej jak i nieco bardziej wrażliwym na uczucia ludzkie czytelnikom. Dużo tu uczuć, sporo urywanych zdań, sporo racji.

,,Kambodża jest kolejnym przykładem na to, że wielcy tego świata nie traktują podręczników historii jako przestrogi. Traktują je raczej jako skarbnice pomysłów".

,,Rowerem przez Chiny, Wietnam i Kambodżę" to bardzo krótka książka, większość jej objętości zajmują zdjęcia. Takie, jakie każdy z nas mógłby znaleźć w swoim albumie. To dla mnie wielki plus ponieważ nie lubię ,,podrasowanych" fotografii, które z rzeczywistością nie mają zbyt wiele wspólnego. Większość zdjęć podzielono na liczne bloki tematyczne takie jak na przykład: chiński rower, mgła, chińskie śmieci, Angkor. Dla każdego, coś dobrego.

Siedem tysięcy kilometrów w pięć tygodni. To musiała być niezwykła podróż, z pewnością warta opisania. Myślę, że warto poświęcić kilka godzin na lekturę tej książki opisującej podróż do Azji i w głąb samego siebie.

To wszystko na dziś, dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam,
Franca

Recenzja bierze udział w wyzwaniach: Odkrywamy białe plamy, Polacy nie gęsi i Nie tylko literatura piękna.

9 komentarzy:

  1. Za każdym razem, jak czytam recenzję jego książki, mam ochotę od razu polecieć do księgarni i ją zdobyć. Niestety, w praktyce nie wygląda to już tak różowo.

    Czytałam ostatnio jeden z jego reportaży. Trzeba przyznać, że jako podróżnik jest super - zwraca uwagę na ludzi, zapamiętuje anegdotki i całkiem dobrze je potem przekazuje. Ale jego styl! Normalnie, jakby się gimnazjalista za pisanie książki zabrał. No, może przesadzam teraz troszkę. Ale styl zdecydowanie za prosty. / No, ale co kto lubi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za Twój wyjątkowo trany komentarz. Język ,,Rowerem przez..." nie jest zbyt wyszukany (sporo tu wielokropków...) jednak zrzuciłam to na karb uczuć targających autorem. ,,Tysiąc szklanek herbaty" czyta się o wiele lepiej. Widać, że w ciągu kilku lat dzielących wydania obu tych książek Maciąg poprawił swój warsztat. Na szczęście:)

      Usuń
  2. Dawno nie czytałam książki podróżniczej, więc nawet bym się skusiła.

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że skoro to krótka książka to warto przeczytać. Miałam akurat ochotę na coś takiego. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla mnie ta książka jest nieco bardziej terapeutyczna niż podróżnicza, ale czytało się nieźle. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Już jakiś czas nie miałam w rękach książki podróżniczej, więc czemu nie?
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jaka wesoła okładka! Te zdjęcia i w ogóle obraz tej podróży bardzo mnie zafascynował :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam takie książki, chciałabym przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń

Hej, jeśli przeczytałeś tę recenzję i chociaż odrobinę Ci się spodobała, daj mi o tym znać. Gdy tylko widzę chociaż jeden nowy komentarz naprawdę wierzę, że warto pisać dalej, a uśmiech sam pojawia się na mojej twarzy. Znasz to uczucie, prawda?