czwartek, 12 lutego 2015

Jak daleko się posuniesz, aby stworzyć siebie? [Jeffrey Eugenides „Intryga małżeńska”]

„Najpierw rzut oka na jej książki. Były tam powieści Edith Wharton, ułożone nie według tytułów, lecz chronologicznie według daty wydania; były wszystkie dzieła Henry'ego Jamesa z serii Modern Library, prezent od ojca na dwudzieste pierwsze urodziny; studenckie lektury w miękkich oprawach, z pozaginanymi stronami, sporo Dickensa, odrobina Trollope'a, a także solidne porcje Jane Austen, George Eliot i znamienitych sióstr Bronte. Całe mnóstwo czarno-białych broszurowych wydań z serii New Directions, głównie poezja takich twórców jak H.D. lub Denise Levertow. Były też powieści Colette, które czytała po kryjomu.[1]
Jeffrey Eugenides,
Intryga małżeńska,
wydawnictwo Znak,
stron 491. 
Tak z czytelnikami swojej najnowszej książki zatytułowanej „Intryga małżeńska” wita się Jeffrey Eugenides. Wspomniana „ona” to Madeleine, którą poznajemy w ostatnim dniu jej studiów na Uniwersytecie Browna, ale dzięki lubującemu się w przeskokach fabularnych narratorowi mamy okazję towarzyszyć jej również podczas pisania pracy licencjackiej czy uczestniczenia w kursie „Semiotyka 211”. Oprócz kursu prowadzonego przez Michaela Zippersteina, Madeleine swego czasu uczęszczała też na kurs „Intryga małżeńska ─ wybrane powieści Austen, Eliot i Jamesa”. Te dwa szkolenia nie tylko wpłynęły na jej literacką wrażliwość oraz temat pracy licencjackiej, ale stanowią też ważny element książki, której skromna dziewczyna jest bohaterką. 

Intryga małżeńska to bodajże najważniejszy fabularny składnik klasycznej XIX-wiecznej powieści. Najważniejszą powinnością każdej damy było ówcześnie odpowiednie zamążpójście. Po ślubie jej postać znikała, nie miała prawa się rozwijać, ponieważ bohaterka stawała się żoną, zamkniętą księgą. Jeden z profesorów Madeleine sformułował tezę, że „forma powieści osiągnęła apogeum wraz z rozwojem intrygi małżeńskiej i nigdy się nie podniosła po jej zaniku”[2]. Eugenides sprawdza tę teorię i bawi się nią, każąc swoim bohaterom grać jej składnikami. Pisarz stworzył trójkąt miłosny, zmuszając Madeleine do wyboru pomiędzy genialnym lekkoduchem Leonardem a nieśmiałym, uduchowionym Mitchellem. W pewnym momencie bohaterka wiąże się z jednym z nich, a nawet wychodzi za niego za mąż. Historia wydaje się zakończona. Tylko dlaczego do końca książki zostało kilkaset stron? 

Eugenides polemizuje i z teoretykami „French studies” (to czytelnik nadaje książkom treść i znaczenie) i ze schematem XIX-wiecznej powieści obyczajowej. Miłosne dylematy Madeleine nie są fabularnym celem samym w sobie, lecz pretekstem do ukazania skomplikowanych relacji młodego człowieka z innym młodym człowiekiem, który zmaga się z chorobą psychiczną, która jest na tyle poważna, że nie można przejść nad nią do porządku dziennego i zarazem na tyle lekka, że cierpiących na nią nie można nazwać wariatami i zamknąć w ośrodku. Umieszczenie w powieści naturalistycznych opisów stanu chorego jest jawnym złamaniem konwenansów tak ważnych dla literatury oraz rzeczywistości lat 1801-1900. 

Akcja „Intrygi małżeńskiej” rozgrywa się we wczesnych latach 80. Tło społeczno-obyczajowe tych czasów nie jest tak ważne, jak chociażby literackie wybory najważniejszych postaci, więc nie doczekamy się opisów początku prezydencji Ronalda Reagana. Pewne smaczki obyczajowe możemy dostrzec w przedstawieniach wybranych postaci. Ojciec Mad Alton w połowie lat 60. był rektorem jednego z uniwersytetów w czasie, gdy studenci buntowali się przeciwko wszystkim i wszystkiemu, a starsza siostra dziewczyny jest zgorzkniałą żoną i matką, ponieważ, jak twierdzi Madeleine, dorastała w latach 60. i nie oszczędzono jej „wstrząsu spowodowanego tym, że w jednej chwili jest się maoistką, a w następnej gospodynią domową na przedmieściach Beverly w stanie Massachusetts[3]”. W niektórych przypadkach stosunek postaci do zastanej rzeczywistości czy najnowszych mód jest jedynym elementem ich charakterystyki. Mimo to, są one tak dopracowane, jak tylko być mogą, podobnie jak cała ta książka. Zaręczam, że jeśli lubicie czytać, „Intryga małżeńska” z pewnością przypadnie Wam do gustu, zaś jeśli kochacie literaturę, pokochacie i tę powieść.

To wszystko na dziś, dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam,
Franca

[1] - Jeffrey Eugenides, „Intryga małżeńska”, Kraków 2013, s. 11.
[2] - Jeffrey Eugenides, „Intryga małżeńska”, Kraków 2013, s. 33.
[3] - Jeffrey Eugenides, „Intryga małżeńska”, Kraków 2013, s. 229. 

13 komentarzy:

  1. Ufam Twojemu dobremu gustowi czytelniczemu, więc jestem przekonana, że książka jak najbardziej dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za zawoalowany komplement.

      Usuń
  2. Ta książka nieprawdopodobnie silnie wryła się w moją świadomość. Tęsknię do takiego studiowania, do takiej intensywności jaką oddaje ta powieść. Niesamowita. Jedna z ważniejszych lektur w moim życiu,

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiem Ci, że bardzo mnie zainteresowałaś, to może być bowiem jedna z książek, którą pamięta się przez całe życie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaintrygowałaś mnie tą książką:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Katarzyna Bonda bardzo poleca tego autora. Sama jeszcze nie czytałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam, że Bonda za nim przepada. Moim zdaniem nie bez powodu.

      Usuń
  6. Pierwszy raz czytam tej książce. Fabuła mnie intryguje, więc może poszukam jej w księgarniach.

    OdpowiedzUsuń
  7. Tego autora czytałam na razie tylko "Samobójczynie" o samobójczej śmieci sióstr Lisbon i nie umiem nawet powiedzieć, jak bardzo wstrząsnęła mną ta książka. Poruszająca, a jednocześnie pięknie napisana. Po jej przeczytaniu przez wiele dni rozmyślałam o bohaterkach, zastanawiałam się, czy można było im jakoś pomóc... Z Twojej recenzji wyciągam wniosek, że "Intryga małżeńska" jest równie ciekawa, a przy tym o wiele pogodniejsza :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Próbowałam to przeczytać, ale kompletnie do mnie nie przemówiło, poddałam się i to dość szybko.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zaintrygowałaś mnie, tym bardziej, że wcześniej o książce nie słyszałam. Poza tym wydaje mi się, że niczego podobnego nie czytałam, a cenię pozycje, które wnoszą coś nowego. Zapisałam tytuł.

    OdpowiedzUsuń
  10. Eugenidesa uwielbiam od czasu zapoznania się z Przekleństwami niewinności. po długim polowaniu, w domu czeka na mnie Middlesex w sensowej okładce więc szykuje się kolejne, udane spotkanie.

    OdpowiedzUsuń

Hej, jeśli przeczytałeś tę recenzję i chociaż odrobinę Ci się spodobała, daj mi o tym znać. Gdy tylko widzę chociaż jeden nowy komentarz naprawdę wierzę, że warto pisać dalej, a uśmiech sam pojawia się na mojej twarzy. Znasz to uczucie, prawda?